kolekcjonersurowcow

Niezależny i multimedialny blog o inwestycjach egzotycznych.

Posts Tagged ‘banknoty

PWPW: Skąd się biorą banknoty?

Skomentuj »

Współczesna gospodarka i biznes nie potrafią, niestety, obyć się bez papierów. Nie chodzi tu tylko o drukowane w prawie każdej firmie raporty, faktury czy notatki, ale przede wszystkim o papiery specjalnego rodzaju: banknoty i dokumenty. W Polsce najważniejszym ich producentem jest Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych S.A., w skrócie – PWPW S.A.

Emitentem pieniędzy w Polsce jest oczywiście bank centralny, czyli NBP. Potocznie (choć nie do końca poprawnie) nazwą pieniądze określa się jednak papierowe banknoty i metalowe monety. Ich produkcją zajmują się dwie firmy: Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych (PWPW) i Mennica Państwowa. Tym razem przyjrzyjmy się bliżej historii PWPW.

Historia Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW S.A.) rozpoczyna się 25 stycznia 1919 roku. Kierując się koniecznością uporządkowania odziedziczonych po zaborcach systemów walutowych, Rada Ministrów, pod przewodnictwem Ignacego Jana Paderewskiego, zdecydowała o utworzeniu Państwowych Zakładów Graficznych. Zadaniem nowo utworzonej instytucji był “wyrób banknotów i wszelkich znaków skarbowych na rzecz Skarbu Państwa obieg mających”. PWPW powstała jednak 7 lat później, 10 lipca 1926 roku. Tego dnia odbyło się pierwsze walne zgromadzenie jej akcjonariuszy. Zwołano je w Banku Polskim, czyli poprzedniku dzisiejszego NBP. W tym samym roku rozpoczęto budowę siedziby PWPW.

PWPW działała też w czasie II wojny światowej. Okupanci wykorzystali nie tylko wyposażenie firmy i umiejętności pracowników, ale także jej markę, nie rezygnując z jej używania. Pełna nazwa Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych SA (po polsku) widnieje w stopkach wielu wyprodukowanych wówczas niemieckich dokumentów. Jednocześnie działająca w Wytwórni komórka Armii Krajowej produkowała m.in. fałszywe dokumenty dla celów konspiracji. Spółka poniosła jednak ciężkie straty materialne w czasie Powstania Warszawskiego, jej strategicznie położona siedziba stała się jednym z ważniejszych punktów oporu w Starym Mieście.

Odbudowa trwała do 1950 roku, dlatego też zaraz po wojnie banknoty i inne dokumenty trzeba było drukować w innych miejscach. W PRL PWPW utraciła status spółki akcyjnej. Miała monopolistyczną pozycję jedynego producenta najważniejszych papierów wartościowych i banknotów.

Dopiero w 1996 roku PWPW została z powrotem przekształcona w spółkę akcyjną, ze Skarbem Państwa jako jedynym akcjonariuszem. Od 1998 roku PWPW SA drukuje polskie banknoty z serii “Królowie Polscy”, wcześniej produkowane za granicą.

Poza banknotami spółka wytwarza też dowody osobiste, paszporty, prawa jazdy, dowody rejestracyjne, oraz inne dokumenty, znaczki pocztowe i skarbowe, wizy, znaki akcyzy, druki akcydensowe, a także produkty związane z e-biznesen (podpis elektroniczny, aukcje elektroniczne).

Jak wiadomo, pieniądze w portfelu to nie tylko papierowe banknoty, ale także karty płatnicze i kredytowe – również produkowane w PWPW. Inaczej niż przed wojną, w Wytwórni nie drukuje się akcji i obligacji, postęp techniczny sprawił, że te papiery wartościowe nie są już tak naprawdę papierami, istnieją tylko w formie elektronicznej.

Źródło: http://www.nbportal.pl, opracowano na podstawie materiałów PWPW SA

Written by kolekcjonersurowcow

23 Wrzesień 2011 at 08:46

Kiedy banknot 100 zł wart jest 700 zł?

z 6 uwagami

– Zawsze warto oglądać banknot, który wyjmujemy z bankomatu – twierdzi kolekcjoner Paweł P. – Może się okazać, że pospolite 100 zł warte jest 600 lub 700 zł.

Nikt by się nie domyślił, że Paweł P., prowadzący sieć sklepów z obuwiem, czterdziestokilkuletni facet z Wrocławia, jest jednym z największych kolekcjonerów pieniędzy papierowych w Polsce. Swoją przygodę z numizmatyką zaczynał od monet, kiedy jako dziecko znalazł u babci w ogródku na Karłowicach kilka franków z czasów Napoleona III.

Na banknoty przerzucił się jako dojrzały mężczyzna. Jego zdaniem do inwestowania w pieniądze papierowe potrzebna jest większa wiedza. Ale pasja daje więcej satysfakcji. Jest też bardziej dochodowa. Prawdziwy kolekcjoner rzadko sprzedaje banknot taniej, niż kupił.

Jak podkreśla P., wymiar finansowy pasji jest ważny, ale nie najważniejszy. – Ogromną frajdę daje samo obcowania z rzadkim przedmiotem – twierdzi P. – Każdy ma swoją historię. Dotykanie banknotu i oglądanie ma coś z magii. Wyzwala wyobraźnię i pozwala… przenieść się w czasie.

Ale zarobek też się liczy. Aby był możliwy konieczne jest jednak gromadzenie wiadomości o poszczególnych banknotach, seriach, charakterystycznych oznaczeniach itp.

Przewaga wiedzy

To dzięki pilnemu studiowaniu katalogu kolekcji Lucowa, największego i najlepiej opisanego zbioru pieniądza papierowego w Polsce, udało się P. zrobić interes życia. Na jednej z aukcji stacjonarnych (w realu) udało mu się dostać niespotykanie rzadki banknot. – Kupowałem pospolite pieniądze z czasów okupacji – opowiada P. – Nagle spostrzegłem rarytas, w katalogu Lucowa opisany jako niezwykle rzadki. Zapytałem właściciela, ile chce za niego. Stwierdził, że nie wie co to i odda go za darmo, jako gratis do pozostałych zakupów.

Banknotem było 50 marek z 1919 roku. Na rynku znajduje się tylko kilkadziesiąt sztuk tego pieniądza. Został wyemitowany przez Bank dla Polski Zachodniej, lokalną instytucję utworzoną na fali euforii po zwycięstwie powstania wielkopolskiego. Później po włączeniu regionu do RP bank centralny nie zgodził się na produkcję lokalnych banknotów. Większość została zniszczona. Pewna część przetrwała w słabych stanach zachowania. Numizmat P. był w stanie dobrym, choć nie doskonałym. Na serwisie aukcyjnym Allegro, który jest największym i niezwykle popularnym wśród kolekcjonerów miejscem spotkań i nieustającego handlu, poszedł za 1200 zł.

Inwestowanie w stare banknoty może być bardzo opłacalne. Powodów jest kilka. Najważniejszym jest bardzo ograniczona podaż tego typu przedmiotów. Z natury ich produkcja, podobnie jak dzisiaj, podlegała reglamentacji. Większość nakładów została skierowana do obiegu, co sprawiło, że w dobrych stanach zachowały się nieliczne sztuki. Jest bardzo małe prawdopodobieństwo, że w najbliższych latach zostanie odkryte źródło, które mogłoby podnieść podaż i w rezultacie zachwiać rynkiem. W dodatku te najbardziej poszukiwane numizmaty skupowane są natychmiast przez zapalonych kolekcjonerów, których zamiarem nie jest pozbycie się ich w przyszłości.

Doskonały stan

Trudno znaleźć banknoty w doskonałym stanie zachowania, które w ciągu ostatnich kilku lat nie zyskały na wartości. Ich ceny rosną od 15 do ponad 100 proc. rocznie. Jak rozpoznać taką „perełkę”? Numizmatycy kierują się oznaczeniami opracowanymi przez IBNS (International Bank Note Society).

Doskonały stan to UNC (od ang. uncirculated), inaczej zwany bankowym, nieobiegowym. To papier, który nigdy nie był na rynku. Zaraz po zejściu z maszyny drukarskiej został odłożony w bezpiecznym miejscu i w doskonałych warunkach przechowywany był do dzisiaj. Nie posiada wad i śladów użytkowania, takich jak zagięcia, załamania, naddarcia, przetarcia itp. Rogi ma ostre. Nie został dotknięty przez chorobę (nie rozwinęły się na jego powierzchni np. mikroskopijne zarodniki grzybów w postaci rdzawych plamek).

Kolejne stany zachowania dopuszczają coraz większą ilość wad. W najgorszym, siódmym stanie (P od ang. Poor – słaby), określanym jako zły, banknot jest bardzo zniszczony, częściowo nieczytelny. Fragmenty, zwłaszcza przy rogach, ma oderwane. Może być posklejany, mieć ubytki papieru lub dziury.

Im rzadszy, tym lepszy

Rzadkie, wydrukowane w niewielkich nakładach, numizmaty dużo szybciej zyskują na wartości niż pospolite. Weźmy uważany za jeden z najpiękniejszych banknotów 20-lecia, wydrukowany w drukarni Waterlow and Sons Ltd. w Londynie według projektu nieznanego autora, nominał 1000 zł, z datą 28 lutego 1919 roku. Pieniądz ten – prawdopodobnie z powodu zbyt wysokiej wartości nominalnej – nie został wprowadzony do obiegu. W dodatku podczas transportu morskiego w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęło 4 tys. sztuk o ogromnej wartości 4 mln zł. Pewna ilość banknotów „wypłynęła” podczas wojny 1939 roku. Były rozdawane żołnierzom jako żołd. W idealnym stanie do dzisiaj ocalało jedynie kilkadziesiąt sztuk. Idealne egzemplarze stosunkowo trudno spotkać. Cztery lata temu wyceniane były na 2,5 tys. zł. Obecnie ich cena przekracza 3,5 tys. zł, co znaczy, że zyskały ok. 40 proc. wartości.

Ale większe zyski przyniosła inwestycja w niepozorny, by nie powiedzieć „brzydki”, wyprodukowany na szarym papierze w Paryżu, a zaprojektowany przez francuskiego grafika Eugene’a Gaspé banknot o nominale 2 zł. W sumie wyprodukowano go 20 mln sztuk, więc dość dużo. Jednak obecnie, z powodu niskiego nominału, trudno odnaleźć egzemplarz w idealnym stanie. Dlatego od 2003 roku jego wartość wzrosła o ponad 100 proc. Siedem lat temu jego najdroższa odmiana wyceniana była na 2 tys. zł. Obecnie – na ponad 4 tys. zł.

Fałszywki w cenie

Wysokie ceny osiągają fałszerstwa i błędnodruki. W cenie są na przykład podrabiane pieniądze okupacyjne przeznaczone do sfinansowania podziemnej walki z okupantem, produkowane w Londynie albo przez krajowy ruch oporu (tzw. komórkę PWB 17, wykorzystującą do produkcji oryginalne, wynoszone ze skarbca banku emisyjnego tzw. numeratory, czyli trudne do podrobienia stemple, za pomocą których wybijane są oznaczenia serii i numery banknotów).

Fałszowane były banknoty o większych nominałach: 100 i 500 zł. Były to fałszerstwa niemal doskonałe. Od oryginałów różniły się kilkoma szczegółami, które miały pozwolić osobom wtajemniczonym na rozpoznanie pieniędzy pochodzących z podziemnej drukarni. Dla osób postronnych były jednak nie do odróżnienia.

Fałszerstwo zostało odkryte przez okupanta. Duża część nakładu została zdjęta z rynku i zniszczona. Dlatego egzemplarze, które ocalały (szczególnie te w idealnym stanie), uzyskują w stosunku do oryginału dużo wyższe ceny. I tak np. obiegowe, oryginalne banknoty z nominałem 500 zł wyceniane są na ok. 300 zł. Londyńskie, wychwycone przez okupanta, fałszerstwo (ze stemplem banku) kosztuje powyżej 2,5 tys. zł. Nieostemplowane egzemplarze fałszywek w stanie UNC są tak rzadkie, że praktycznie bezcenne.

Współczesne perełki

A co ze wspomnianymi na początku współczesnymi banknotami obiegowymi o wartości kolekcjonerskiej kilka razy wyższej? Dużo więcej na rynku warte niż nominał są egzemplarze z niskim numeratorem. Na wartości także zyskują „papiery” z numeratorem charakterystycznym, rzadko spotykanym, np. same szóstki, piątki, jedynki. Cenniejsze są także numeratory tzw. radarowe, czyli pokazujące tę samą cyfrę podczas czytania zarówno z lewa, jak i z prawa.

Ale na serwisach aukcyjnych można spotkać obecne, polskie pieniądze w cenie znacznie przekraczającej nominał, które wyróżnia od egzemplarzy pospolitych np. seria zastępcza (szczególnie zaczynające się literami ZA i YA). To emisje wyjątkowe, w krótkich seriach uruchamiane przez Narodowy Bank Polski, w celu pokrycia wycofanych z obiegu na skutek zniszczenia egzemplarzy.

Banknoty tych serii o nominale 100 zł, będące w idealnym stanie, dają astronomiczne przebicie. Można je całkiem legalnie sprzedać za 500–700 zł. Banknoty 200-złotowe wyceniane są natomiast na 1200 zł. Najcenniejsze 50-złotówki (serii zastępczej YA) można sprzedać za kwotę aż 14 razy większą od nominału (700 zł). – Osobom postronnym może wydawać się absurdem, gdy ktoś gotowy jest za banknot 100 zł zapłacić 500–700 zł, ale dla prawdziwego kolekcjonera są rzeczy ważniejsze niż cena – twierdzi P.

Źródło: http://www.biznes.onet.pl, Aleksandra Kozicka-Puch, 20.08.2010

Written by kolekcjonersurowcow

21 Wrzesień 2011 at 07:31

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: