kolekcjonersurowcow

Niezależny i multimedialny blog o inwestycjach egzotycznych.

Archive for the ‘Historia’ Category

Ranking 10 największych przedsiębiorców naszych czasów

leave a comment »

Magazyn „Fortune” stworzył listę dziesięciu najważniejszych przedsiębiorców naszych czasów. Przy tworzeniu listu wzięto pod wizję, inspirację, innowację oraz wyniki działalności firm. Zapraszamy do poznania osób, które zmieniają świat.

Przedstawiamy 10  ludzi 2011 roku, którzy tworzą i wpływają na historię dzisiaj.

Cały artykuł dostępny w portalu gielda-inwestora.pl

Źródło: gielda-inwestora.pl

 

 

 

Reklamy

Written by kolekcjonersurowcow

15 września 2013 at 19:26

Napisane w Historia

Tagged with , ,

Ekonomia sprawiedliwa

leave a comment »

Gdyby św. Tomasz z Akwinu żył dziś, niewiele czasu poświęcałby na pisanie swoich dzieł – prawdopodobnie dniami i nocami pisałby apele i wnioski do papieża o rzucenie klątwy, ekskomunikowanie czy skazywanie na banicję kolejnych ministrów finansów w kolejnych krajach na całym świecie. Jego spojrzenie na ekonomię i zagadnienia związane z gospodarką można określić właściwie dwoma słowami – ekonomia sprawiedliwa.

Tomasz urodził się około roku 1225 w Roccasecca, niedaleko Akwinu, w północnej części Królestwa Neapolu. Był najmłodszym z siódemki rodzeństwa, a jego rodzice należeli do arystokracji, pozostającej na służbie cesarza Fryderyka II. Od najmłodszych lat był gruntownie i wszechstronnie kształcony. W wieku 5 lat został oddany przez rodziców do klasztoru benedyktynów na wzgórzu Monte Cassino, a jego wychowaniem bezpośrednio zajął się wuj, który był tam opatem. Młody Tomasz pozostał w klasztorze aż do trzynastego roku życia, do 1239 r., kiedy to cesarz został ekskomunikowany przez papieża, a benedyktyni, w ramach represji, zostali wypędzeni z Monte Cassino.

Po powrocie do domu rodzinnego długo w nim miejsca nie zagrzał. W tym samym roku został wysłany na Uniwersytet w Neapolu, gdzie ukończył studia z filozofii, które były wstępem do teologii. Na początku roku 1244 r. złożył śluby i wdział habit dominikański. W maju tego roku, gdy ruszył do Rzymu z grupą dominikanów, by stamtąd udać się na dalsze studia do Paryża, został porwany przez własną rodzinę i przetrzymywany aż do lata 1245 r. W ten sposób chciano go odwieść od zamiaru życia w zakonie żebraczym.

Nie udało się. Kiedy powrócił do zakonu wyjechał w końcu na studia do Paryża (1245-1248), a następnie studiował w Kolonii do 1252 roku pod kierunkiem jednego z wielkich myślicieli tamtego wieku – św. Alberta Wielkiego. Stamtąd powrócił do Paryża gdzie rozpoczął karierę naukową, a w 1256 roku uzyskał tytuł mistrza. Z tego pierwszego okresu paryskiego (1252-1259) pochodzą dzieła: komentarz do Sentencji Piotra Lombarda, kwestie wraz z odpowiedziami „De veritate” oraz dziełko „De ente et essentia”.

W 1259 r. opuszcza Paryż i przenosi się do Włoch. W okresie włoskim, który spędził najpierw w Neapolu (1259-1261), a potem w różnych miastach Państwa Papieskiego, zaczęły powstawać największe dzieła Akwinaty (bo tak się też sam nazywał): „Suma filozoficzna”, pierwsza część „Sumy teologicznej” i kwestie z odpowiedziami, z których najważniejsze to: „De malo” i „De potentia”. W 1269 znalazł się na powrót w Paryżu i był to najbardziej płodny okres jego życia. Wtedy powstały wielkie komentarze do Arystotelesa, także znaczna część komentarzy do Pisma Świętego. Zredagował drugą część „Sumy teologicznej”.

W lecie 1272, zakończywszy pobyt w Paryżu, wyruszył do Neapolu, kontynuując pisanie trzeciej części „Sumy teologicznej”, pozostawił ją jednak nieukończoną. Rozpoczął „Streszczenie teologii”, którego nie zdołał dokończyć, a także serię dzieł ascetyczno-duszpasterskich. Aż w końcu w grudniu 1273 przestał pisać w wyniku głębokiego wyczerpania psychicznego, któremu towarzyszyły wielkie doświadczenia mistyczne. Zmarł w 1274 roku w klasztorze Fossanova, w drodze na II Sobór Lyoński

Choć żył w epoce średniowiecza, z całą pewnością można powiedzieć o nim człowiek renesansu. Akwinata był osobą o ogromnej wiedzy: znał filozofię Arystotelesa (którego teorie zresztą stanowiły podstawę jego własnych poglądów), Pismo Święte, teologie Ojców Kościoła (św. Augustyna, św. Grzegorza i Boecjusza, św. Atanazego i Jana Chryzostoma). Jednak oprócz wszechstronnego wykształcenia i wielkiej miłości do Kościoła, miał niespotykany talent do, jak określili historycy, spekulacji myślowej. Niewątpliwie bardzo duży wpływ na jego dzieła i poglądy miały także wydarzenia w średniowieczu w wielu krajach Europy: z jednej strony wojny, bunty niższych warstw społecznych, na wsiach walki chłopów o prawa do posiadania ziemi, z drugiej natomiast strony okres rozwoju gospodarczego, świetności miast, wzrostu znaczenia pieniądza i wymiany handlowej. To wszystko sprawia, że św. Tomasz z Akwinu jest uważany przez historyków za najwybitniejszego przedstawiciela myśli ekonomicznej Średniowiecza. A zasłużył sobie na to miano formułując teorię własności – dzieląc własność na wspólną i prywatną.

Pierwotne chrześcijaństwo, jak wszystkie religie pierwotne, głosiło swego rodzaju „komunizm konsumpcyjny”, czyli mówiąc najprościej teorię, że „wszystko należy do wszystkich”. Grupa myślicieli określanych jako Ojcowie Kościoła uważała także, że własność prywatna jest tworem grzechu pierworodnego. Św. Tomasz stanowczo temu się przeciwstawiał i nie czynił, jak większość jego poprzedników, z własności prywatnej prawa natury, prawa boskiego. Uważał, na podstawie empirycznej obserwacji świata, że własność prywatna jest prawem czysto ludzkim i stworzonym przez człowieka. Tłumaczył on, że własność prywatna jest jak najbardziej instytucją przydatną człowiekowi, i to z co najmniej z kilku powodów:

1. Własność prywatna przyczynia się do większej pracowitości ludzi, ponieważ każdy lepiej stara się o to, co należy do niego, niż o wspólne dobro;

2. Własność prywatna przyczyni się do lepszego porządku w życiu społecznym – ażeby ludzkie sprawy były prowadzone dobrze musi istnieć podział funkcji i podział pracy, gdy tymczasem w „komunizmie” tego brak i istnieje chaos ze względu na brak hierarchii (Tomasz uznawał, że jedni ludzie są stworzeni do tego by rządzić, inni do tego by nimi kierować, dość niejednoznacznie podszedł natomiast do zagadnienia niewolnictwa, tak bardzo rozpowszechnionego w starożytnym Rzymie, ale do tego wątku wrócimy później);

3. Ponadto w „komunizmie” nieustannie powstają spory co do sposobu podziału i użycia dóbr wspólnych, a własność prywatna przywraca właśnie spokój i pokój społeczny.

Tymi korzyściami Tomasz uzasadniał wręcz konieczność istnienia własności prywatnej, jednocześnie bardzo mocno podkreślał to, że własność jest nadana człowiekowi przez Opatrzność, że człowiek jest tylko chwilowym – tu na ziemi – dzierżawcą dóbr, dlatego nie ma on całkowitej swobody w używaniu jej. W ten sposób przeciwstawiał się starorzymskiemu pojęciu własności jako prawa do „zużycia i nadużycia”. Tomasz tłumaczył, że właściciel środków produkcji ma obowiązek dzielenia się nadwyżkami dochodów z ludźmi potrzebującymi pomocy – tym Tomasz uzasadniał udzielanie jałmużny i stwierdzał wręcz, że kto tego nie robi, ten grzeszy. Uważał, że człowiek będący w skrajnej potrzebie, jeżeli nikt mu nie pomaga, może wziąć dobra nie będące jego własnością, w myśl zasady: nie grzeszy nędzarz, który jest głodny i kradnie dla siebie chleb. Co więcej, uważał, że w sytuacji wyjątkowej (katastrofa lub jakiś kataklizm), wolno nawet – uciekając się do siły władzy (państwa) – zabrać nadwyżkę własności i rozdać ją potrzebującym. Absolutnie nie znaczy to, że Tomasz usprawiedliwiał czy pochwalał złodziejstwo, anarchię i bandytyzm. Wprost przeciwnie. Ale Tomasz dzielił dobra materialne na tzw. niezbędne i konieczne do życia oraz na dobra stanowiące pewien luksus. Zgromadzenie nadwyżki ponad minimum posiadania wiązało się z rozumieniem minimum nie w sensie biologicznego utrzymania jednostki przy życiu, ale w sensie tzw. minimum społecznego, rozumianego jako możliwość godnego życia członka danej klasy społecznej zgodnie ze swoim stanem, na odpowiednim poziomie.

Z godnością człowieka Tomasz silnie łączył kolejne zagadnienia, które wg niego nierozerwalnie wiązały się z rozwojem gospodarczym – wymiana dóbr, pracy i usług oraz relacje między pracownikiem, a pracodawcą.

Wspomnieliśmy już, że św. Tomasz dość niejasno wypowiadał się w sprawie niewolnictwa, a dokładniej o konieczności jego istnienia. W zasadzie podał on nową interpretację niewolnictwa. Otóż, odnosząc się do teorii Arystotelesa, który widział w niewolniku nie człowieka, lecz narzędzie pracy, Tomasz uważa niewolnictwo jako pracę pańszczyźnianą. Istnienie ludzi zależnych, nieposiadających własnych celów ekonomicznych, ale pracujących dla pożytku swego pana, Tomasz uzasadniał przyrodzoną nierównością ludzi – jest pożyteczne, aby jeden człowiek był kierowany i rządzony przez drugiego, ponieważ jeden urodził się do rządzenia, a inny do posłuszeństwa, a ten stosunek pracy wynika z grzechu pierworodnego. „Pan” dla otrzymywania dla niego rzeczy niezbędnych „potrzebuje służebników” tłumaczył Tomasz. W końcu władza pochodzi od Boga, jak stwierdza Pismo Święte.

Takie postawienie kwestii niewolnictwa przez Tomasza jednak znacznie odbiegało już od teorii Arystotelesa. Grecki filozof twierdził bowiem, że większość ludzi już rodzi się jako niewolnicy, a niewola wynika z prawa natury, tymczasem Tomasz uważał, że każdy niewolnik jest człowiekiem o określonych prawach, ma swój rozum i wolną wolę, może założyć rodzinę. W swojej godności sługa jest równy panu, choć mają oni niejednakowe kwalifikacje. Niewolnik także należy do swojego pana, ale tylko w zakresie posług i wykonywanej pracy.

Nie ulega jednak wątpliwości, jak tłumaczą historycy, iż ta próba usprawiedliwienia przez Tomasza służebnej roli niektórych ludzi była wywołana ostrymi walkami klas społecznych w tych czasach i służyła umocnieniu zagrożonego feudalnego modelu życia i gospodarki. Bez względu na to, niezmienną i niezaprzeczalną pozostaje teoria wszystkich myślicieli średniowiecza, że jednym z elementów funkcjonowania i rozwoju społeczeństwa jest wymiana handlowa, czyli kupno i sprzedaż, ale pojmowana szerzej, jako wymiana dóbr, pracy i usług w ramach istniejącego podziału własności. Zacznijmy jednak od handlu.

Z procesem wymiany towarowej i handlu wiąże się wartość jakiegoś dobra, produktu. W średniowiecznej myśli ekonomicznej określa się to zagadnienie jako „iustum pretium”, czyli ceny sprawiedliwej. Podwaliny temu zagadnieniu dał, co prawda, jeden z nauczycieli św. Tomasza, Albert Wielki, ale całość sprecyzował właśnie Tomasz. Wracając jednak do handlu – jak ocenić czy wymiana jest sprawiedliwa? Św. Tomasz tłumaczy, że wymiana sprawiedliwa opiera się na wymianie ekwiwalentów, równości tego, co się daje, z tym, co się otrzymuje – narzucanie na jedną ze stron większych obciążeń byłoby niesprawiedliwością. Ta równość wynika bowiem z procesu produkcji dóbr. W procesie produkcji dobra wymagają wydatkowania pracy (labor) i nakładów (expanse), muszą być przewożone i składowane. Występuje tu także element pewnego ryzyka, ale zgodnie także z zasadą „iustum pretium” należało postępować w taki sposób, by w procesie wymiany w cenie towaru został zwrócony całkowity koszt produkcji. Bez szkody dla sprzedającego, ale także bez nadwyrężania nabywcy.

Ta zasada równości wymiany handlowej wyrosła na gruncie gospodarki cechowej – drobnych miejskich rzemieślników, którzy znali koszty swoich materiałów, nakłady pracy i potrafili – w mniej lub bardziej przybliżony sposób – określić wartość produktu. Ale co ciekawe, Akwinata zakładał też w swoich dziełach obok takiej właśnie ceny statycznej istnienie tzw. „pretium datum” – ceny dynamicznej, czyli ukształtowanej pod wpływem samych sił podaży i popytu. Tomasz tłumaczył to w następujący sposób: w sytuacjach wyjątkowych mogłyby rosnąć potrzeby jednych, ale zwiększałby się także nakład pracy i koszty produkcji innych; np. w przypadku katastrof, czy klęsk głodowych można by osiągać bieżącą cenę chleba, o charakterze wolnokonkurencyjnym, czyli rynkowym. Z kolei nieco mniej przejrzyście wyrażał się Tomasz o tak specyficznym towarze, jakim jest praca.

Niestety nie znajdziemy w dziełach św. Tomasza precyzyjnego pojęcia miary ilości pracy. W pewnym miejscu mówi o znaczeniu czasu pracy: produkt wymagający dwóch dni pracy jest dwa razy więcej wart niż produkt wymagający jednego dnia pracy. Wiemy także, że na zagadnienie pracy nie przenosił on swojej teorii dotyczącej „premium datum” – ceny dynamicznej. Nie ujmował Tomasz zagadnienia pracy w ramy popytu i podaży, ponieważ nie pozwoliło mu na to wyczucie ogromnego znaczenia osobowości człowieka dla dość brutalnych niekiedy procesów gospodarczych. Przede wszystkim jednak w swoich dziełach pisze o zasadniczym wyznaczniku, jakim jest, podobnie, jak i w przypadku wymiany dóbr zasada „iustum pretium”- „sprawiedliwe” wynagrodzenie musi być zapłatą za wykonane „dzieło”. Ale, tu uwaga, musi to być także zapłata odpowiednia randze społecznej. Człowiek należący do stanu wyższego, do grupy godniejszej ma prawo do większego zarobku, niż człowiek należący do grupy niższej. Budowniczy ma prawo do wyższych zarobków niż szewc, robotnik wynajmujący się na dzień pracy ma prawo do wynagrodzenia równego zaledwie fizycznemu minimum egzystencji. Tomasz tłumaczy, bowiem, że za wykonane dzieło musi być „sprawiedliwe” wynagrodzenie. „Godziwa płaca” nie tylko wynagrodzi pracującemu jego trud, ale także pozwoli na „godziwe” życie nie tylko jego, ale także rodziny. Na tym tle jednak powstała cała nauka o „godności” zawodów – są zawody wolne (liberales) i zawody niegodne (turpe). W tym jednak względzie św. Tomasz stał w opozycji do swojego mistrza.

Arystoteles, arystokrata i właściciel niewolników, jak już o tym wspominaliśmy, uważał niewolnika za rzecz, narzędzie pracy, dlatego gardził wszelką pracą fizyczną, rzemieślniczą. Arystoteles za nieetyczne, niegodne i „niższe” uważał także zajmowanie się handlem. Tymczasem św. Tomasz krytykował handlarzy tylko w jednym przypadku – jeśli jedynym bodźcem zajmowania się nim byłby zysk. Handel jest pożyteczny, tłumaczy Tomasz, ale najlepiej, jeśli odbywa się w sposób bezpośredni, między producentem a konsumentem – ten, bowiem, kto kupuje taniej, by drożej odsprzedać jest godny potępienia, ponieważ zysk kupca może nie być proporcjonalny do jego wkładu. Owszem kupiec może wziąć więcej za towar, ale tylko wtedy, jeśli poprzez swoją pracę powiększył jego wartość – wyjaśniał Akwinata. Mimo wszystko pracę kupców uważał za zajęcie „godne” i poważne, tak jak i wszystkie prace fizyczne i rzemieślnicze. Ale do wykonawców pracy ręcznej zaliczał także inne osoby, zarabiające na utrzymanie dzięki sprzedaży swojej pracy fizycznej czy intelektualnej. Robotnik, budowniczy, ale także lekarz, adwokat sprzedają swoją pracę, swoje umiejętności, jak inni sprzedają swoje towary. Im wszystkim należy się taka zapłata za pracę, na jaką wskazuje ilość jej wykonania, stopień kwalifikacji i – jak powiedzieliśmy wcześniej – stan społeczny. Ale ekonomiczne teorie św. Tomasza, podobnie, jak i innych myślicieli średniowiecza, nie miały jedynie charakteru nauk moralnych. Co prawda nie udało się św. Tomaszowi w pełni uchwycić teorii pieniądza, ale podjął, jak najbardziej udaną próbę oceny realnych zjawisk ekonomicznych. Średniowiecze to okres dopiero rodzącego się handlu, różnych dziedzin i działających w nich rzemieślników, rynku zaopatrzenia. Często także panowały okresy głodu i niedostatku, co powodowało, że podstawy w tej czy innej dziedziny były dość chwiejne. Na tym tle wręcz rozkwitała spekulacja, a często zdarzało się, że niektórzy wytwórcy tworzyli coś na kształt „karteli”. Dlatego też św. Tomasz bardzo wiele miejsca poświęcił procentowi, a zwłaszcza lichwie i miał dość radykalne na ten temat poglądy.

Przede wszystkim Tomasz rozróżniał rzeczy, które można pożyczać, na te, które służą konsumpcji bezpośredniej oraz na przedmioty trwałe, które umożliwiają konsumpcję w sposób pośredni – domy, wody. I stwierdza, że jeżeli są właśnie takie, które nie zużywają się w procesie użytkowania, to ich właściciel ma prawo żądać za nie wynagrodzenia, czyli czynszu dzierżawnego. Z całą mocą potępiał natomiast procent płynący z pożyczek pieniężnych. Uważał lichwę za grzech, ponieważ jest dochodem bez pracy, a żądanie procentu jest sprzeczne z zasadą równości, ekwiwalentności wymiany handlowej i – podobnie, jak Arystoteles – Tomasz uważał, że sam pieniądz jest „bezpłodny”. Ale krytykując lichwę rozumiał pewne okoliczności i wprowadził trzy przypadki odstępstwa od tradycyjnego zakazu:

1. Pericullum sortis, czyli ryzyko utraty pożyczonego pieniądza – wierzyciel mógł przecież nie mieć pewności, że dług zostanie zwrócony, a pożyczkobiorca np. może utracić pożyczoną sumę np. podczas kataklizmu,

2. Damnum emergens, czyli szkoda, jaka wynikła z czasowego pozbycia się pieniędzy – przypadek, kiedy pożyczkodawca sam znalazłby się w sytuacji, w której mógłby potrzebować większej sumy i zmuszony byłby pożyczać, co mogłoby go narazić na straty,

3. Lucrum cessans, czyli utracone korzyści – pożyczkobiorca mógł pożyczone pieniądze przeznaczyć na jakąś inwestycję, która mogłaby mu przynieść określone korzyści, np. zakup kawałka ziemi, który wydałby plon i zarobiłby na tym pożyczający, podczas gdy pożyczający pozostałby stratny.

Sam pieniądz, zdaniem Tomasza spełniał bardzo ważną rolę – był narzędziem, za pomocą którego mierzy się wartość dóbr; był miernikiem pracy i kosztów. Ale gromadzony jako majątek, pieniądz może stać się moralnym złem! Powołując się na Arystotelesa, św. Tomasz twierdzi, że pieniądz nie może tworzyć nowego pieniądza – „pecunia pecuniam parere non potest” – a jedyną formą sprawiedliwego majątku jest ziemia i to ona umożliwia życie cnotliwe. Św. Tomasz potępia tworzenie skarbów pieniężnych, podobnie jak rozrzutność, ponieważ tylko ziemia stwarza dochód, który nie jest dochodem bez pracy, ale płynie z produkcyjnej właściwości gruntów, dochody natomiast wynikające z samego posiadania pieniędzy płyną zawsze z krzywdy drugiej osoby i są niezgodne z zasadą ekwiwalentnej wymiany.

Tomasz z Akwinu dostrzegał jeszcze jedno zagrożenie, tzw. wartość wewnętrzną pieniądza. A chodziło o to, że władca, który bije monety może, dodając lub ujmując zawartość cennego kruszcu w monecie, dowolnie zmieniać jej wartość. Wśród komentatorów jednak panuje opinia, że tej kwestii św. Tomasz nie rozwinął, dlatego nie można jednoznacznie stwierdzić, jaki miał pogląd. Niemniej jego rola, jako komentatora stosunków ekonomicznych panujących w średniowieczu pozostaje niepodważalna, zaś jego teorie na trwałe zagościły w społecznej nauce Kościoła na długie wieki.

Źródło: http://www.nbportal.pl, 25.02.2008

Written by kolekcjonersurowcow

8 listopada 2011 at 11:06

PWPW: Skąd się biorą banknoty?

leave a comment »

Współczesna gospodarka i biznes nie potrafią, niestety, obyć się bez papierów. Nie chodzi tu tylko o drukowane w prawie każdej firmie raporty, faktury czy notatki, ale przede wszystkim o papiery specjalnego rodzaju: banknoty i dokumenty. W Polsce najważniejszym ich producentem jest Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych S.A., w skrócie – PWPW S.A.

Emitentem pieniędzy w Polsce jest oczywiście bank centralny, czyli NBP. Potocznie (choć nie do końca poprawnie) nazwą pieniądze określa się jednak papierowe banknoty i metalowe monety. Ich produkcją zajmują się dwie firmy: Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych (PWPW) i Mennica Państwowa. Tym razem przyjrzyjmy się bliżej historii PWPW.

Historia Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW S.A.) rozpoczyna się 25 stycznia 1919 roku. Kierując się koniecznością uporządkowania odziedziczonych po zaborcach systemów walutowych, Rada Ministrów, pod przewodnictwem Ignacego Jana Paderewskiego, zdecydowała o utworzeniu Państwowych Zakładów Graficznych. Zadaniem nowo utworzonej instytucji był „wyrób banknotów i wszelkich znaków skarbowych na rzecz Skarbu Państwa obieg mających”. PWPW powstała jednak 7 lat później, 10 lipca 1926 roku. Tego dnia odbyło się pierwsze walne zgromadzenie jej akcjonariuszy. Zwołano je w Banku Polskim, czyli poprzedniku dzisiejszego NBP. W tym samym roku rozpoczęto budowę siedziby PWPW.

PWPW działała też w czasie II wojny światowej. Okupanci wykorzystali nie tylko wyposażenie firmy i umiejętności pracowników, ale także jej markę, nie rezygnując z jej używania. Pełna nazwa Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych SA (po polsku) widnieje w stopkach wielu wyprodukowanych wówczas niemieckich dokumentów. Jednocześnie działająca w Wytwórni komórka Armii Krajowej produkowała m.in. fałszywe dokumenty dla celów konspiracji. Spółka poniosła jednak ciężkie straty materialne w czasie Powstania Warszawskiego, jej strategicznie położona siedziba stała się jednym z ważniejszych punktów oporu w Starym Mieście.

Odbudowa trwała do 1950 roku, dlatego też zaraz po wojnie banknoty i inne dokumenty trzeba było drukować w innych miejscach. W PRL PWPW utraciła status spółki akcyjnej. Miała monopolistyczną pozycję jedynego producenta najważniejszych papierów wartościowych i banknotów.

Dopiero w 1996 roku PWPW została z powrotem przekształcona w spółkę akcyjną, ze Skarbem Państwa jako jedynym akcjonariuszem. Od 1998 roku PWPW SA drukuje polskie banknoty z serii „Królowie Polscy”, wcześniej produkowane za granicą.

Poza banknotami spółka wytwarza też dowody osobiste, paszporty, prawa jazdy, dowody rejestracyjne, oraz inne dokumenty, znaczki pocztowe i skarbowe, wizy, znaki akcyzy, druki akcydensowe, a także produkty związane z e-biznesen (podpis elektroniczny, aukcje elektroniczne).

Jak wiadomo, pieniądze w portfelu to nie tylko papierowe banknoty, ale także karty płatnicze i kredytowe – również produkowane w PWPW. Inaczej niż przed wojną, w Wytwórni nie drukuje się akcji i obligacji, postęp techniczny sprawił, że te papiery wartościowe nie są już tak naprawdę papierami, istnieją tylko w formie elektronicznej.

Źródło: http://www.nbportal.pl, opracowano na podstawie materiałów PWPW SA

Written by kolekcjonersurowcow

23 września 2011 at 08:46

Historie spektakularnych fałszerstw i rodzaje falsyfikatów

leave a comment »

Fałszerstwa znaków pieniężnych towarzyszą człowiekowi od czasu pojawienia się w rozliczeniach monet, a następnie banknotów. Podrabianie lub przerabianie pieniądza oraz częstotliwość fałszerstw zależały i zależą od jego siły nabywczej na świecie. Znaczenie ma też sposób zabezpieczenia.

Już w VI wieku p.n.e. wyrabianie fałszywych monet było dużym problemem gospodarczym, tak że w słynnych prawach Solona przewidziano za to karę śmierci. Przez wiele wieków przestępcy pokrywali rdzeń, wykonany z nieszlachetnego metalu, cienką warstwą srebrnej blachy. Tak spreparowany pieniądz wprowadzano do obiegu jako autentyczną monetę. Autentyczność podejrzanych monet sprawdzano za pomocą ostrego narzędzia, ścinając kawałek obrzeża.

Monety fałszowano też odlewając je w formach wykonanych na wzór oryginalnej. Tego typu podróbki są „głuche”, a rysunek na nich przedstawiony jest nieostry.

Doskonalszym sposobem stosowanym we współczesnych czasach jest wykonywanie rysunku monety metodą galwaniczną – nakładania na powierzchnię formy za pomocą elektrolizy warstwy szlachetnego metalu. Kopię monety wykonuje się przeważnie z miedzi, pokrywając powierzchnię warstwą srebra lub złota. Tą metodą można otrzymać tylko jedną stronę monety, awers lub rewers. W związku z tym łączy się dwie strony, a pomiędzy nimi umieszcza się warstwę łatwo topiącego się metalu. Oglądając obrzeże falsyfikatu, zauważamy kilka połączonych warstw.

Najbardziej precyzyjne podróbki robi się za pomocą fałszywych stempli wykonanych na wzór oryginalnych monet. Rysunek monety rzeźbi się lub odlewa w miękkim metalu, a następnie hartuje. Tego typu monety mają gorszy dźwięk i mniej precyzyjny rysunek.

Fałszerstwem monet zajmowano się w wielu państwach. Duże zasługi w walce z fałszerstwami odniósł Izaak Newton w czasie sprawowania funkcji nadzorcy londyńskiej mennicy w latach 1696–1699. Za jego urzędowania podrabianie monet stało się szczególnie ryzykowne. Tropił on oszustów, organizował sieć informatorów. Tylko przez cztery miesiące Newton przesłuchał dwustu podejrzanych i informatorów. W samym Londynie w 1697 r. wykonano dziewiętnaście wyroków śmierci za fałszerstwa.

Najbardziej znanym przypadkiem jest fałszowanie monet polskich w latach 1740–1786. Za panowania Sasów Polska poniosła dotkliwe szkody gospodarcze wskutek podrabiania polskich monet przez króla Fryderyka II. Na terenie Prus i Niemiec produkowano w sześciu mennicach srebrne i złote monety polskie fałszywymi stemplami z wygrawerowanym popiersiem króla Augusta III. W monetach tych była spora domieszka miedzi, ale miały patynę koloru srebra i wyglądały dość wiarygodnie. Falsyfikaty przywożono do Polski i wymieniano na dobre polskie monety z czystego srebra lub kupowano srebrne i złote wyroby.
W wyniku tego procederu Polska utraciła setki milionów złotych.

Odrębny rozdział w historii fałszerstw dotyczy banknotów. Wśród falsyfikatów pieniądza papierowego wyróżnia się następujące kategorie:
podrobione (fałszywe – wykonane od podstaw przez fałszerza),
przerobione (sfałszowane – na których podwyższono nominał oraz zmieniono pozostałe elementy graficzne),
preparowane (powstałe w wyniku cięcia i sklejania ze sobą odcinków banknotów o zmniejszonym rozmiarze, pierwotnie do siebie nie należących).

Banknoty fałszywe różnią się gatunkiem papieru, grafiką i zabezpieczeniem. Rysunek
falsyfikatu, szczególnie elementy wykonane w oryginale techniką stalorytniczą, przeważnie
jest bez wyrazu i nieostry.

Ciekawym przypadkiem nietypowego przerobienia banknotu są banknoty Argentyny pozorowane na banknoty Australii. Fałszerz usuwa nazwę emitenta, wykorzystując nadruk w pionowym paśmie, poprzez odcięcie paska papieru. Człon nazwy waluty argentyńskiej „Australes” stosowany na banknotach emisji z lat 1985–1991 sugeruje nazwę państwa Australii.

W historii pieniądza najbardziej brzemienne w skutki mogło się okazać niemieckie fałszerstwo brytyjskich znaków pieniężnych w czasie II wojny światowej. Zachwianie zaufaniem do solidności brytyjskiej waluty, a w efekcie zniszczenie systemu ekonomicznego zagroziłoby alianckim wysiłkom wojennym. Projekt produkcji falsyfikatów pod kryptonimem „Bernhard” opracował Heinrich Himmler, szef gestapo i SS. Major Krüger próbował zwerbować specjalistów z wytwórni papierów wartościowych i Reichsbanku. Ci jednak mimo ryzyka nie podjęli się udziału w produkcji falsyfikatów. Znaleziono wysokiej klasy specjalistów wśród więźniów obozów koncentracyjnych. Zgromadzono ich w silnie strzeżonym obozie Sachsenhausen, gdzie zorganizowano wytwórnię fałszywych banknotów. Zakład posiadał najnowocześniejsze urządzenia. Więźniom zagrożono poważnymi konsekwencjami, gdyby próbowali wykonać najdrobniejszy błąd, umożliwiający zauważenie falsyfikatu. W efekcie wyprodukowano doskonały falsyfikat, nie różniący się od autentycznego papierem, grafiką i zabezpieczeniami. Pod koniec 1942 r. zaczęto wypuszczać 400 000 angielskich falsyfikatów co miesiąc. Używano ich na całym świecie do wszelkich niemieckich zadań. Do Londynu zaczęły napływać niewspółmiernie duże ilości – w stosunku do wielkości obiegu – nierozpoznanych falsyfikatów ze stolic państw neutralnych, jak Lizbona, Madryt, Stambuł, Sztokholm i Berno. Bank Anglii, zatrwożony tą sytuacją, podejrzewał o fałszerstwo na wysoką skalę hitlerowskie Niemcy. Zapobiegając katastrofie wycofał dotychczasowe banknoty z obiegu wprowadzając w to miejsce nowy wzór.

Warto wspomnieć o jednym z trudniejszych do podrobienia zabezpieczeń, którym jest znak wodny zwany filigramem. W zabezpieczeniu tym spotyka się postacie (Polska, Anglia), architekturę (euro), zwierzęta (Burundi, Ghana, Kongo). Wspólną cechą znaku wodnego jest jego plastyczność, a w efekcie głębia rysunku. Fałszywy znak wodny ma obraz niewyraźny, tępy. Gdy znak wodny ukaże się w promieniach lampy ultrafioletowej o intensywnym kolorze, wówczas taki banknot należy uważać za fałszywy.

Trzeba pamiętać, że fałszerze zupełnie dobrze radzą sobie z zabezpieczeniami utajonymi – np. ukazywaniem się różnorodnych rysunków w promieniach ultrafioletowych lub świeceniem fragmentów grafiki, np. oznaczenia serii i numeracji. Warto też wiedzieć, jakie obecnie są w obiegu banknoty i ich nominały w danym państwie (np. w Unii Gospodarczej i Walutowej). Dotyczy to zwłaszcza osób nie za dobrze obeznanych z autentycznymi znakami pieniężnymi, aby nie kupiły już wycofanego z obiegu banknotu lub nieistniejącego nominału (nie jest to fałszerstwo, ale jeśli zostanie on wprowadzony do obiegu, traktować to należy jako oszustwo). Rada UE podjęła działania w celu zabezpieczenia się przed fałszowaniem euro (decyzja z 6 grudnia 2001 r. Dz. U. WE nr L 329).

Na państwa członkowskie nałożono obowiązek dokonywania przez odpowiednie instytucje eksperckich analiz fałszowanych banknotów i monet imitujących euro, ścisłej współpracy z Europolem i przekazania do 31 grudnia 2002 r. Sekretariatowi Rady i Europejskiemu Bankowi Centralnemu tekstów odpowiednich zarządzeń dostosowujących narodowe przepisy do decyzji o zabezpieczeniach przed fałszerstwami wspólnej waluty.

Źródło: http://www.nbportal.pl, Aleksander Pruszak, 15.01.2009

Link do artykułu: CBŚ: Jak rozpoznać fałszywy banknot
https://kolekcjonersurowcow.wordpress.com/2011/08/23/cbs-jak-rozpoznac-falszywy-banknot/

Written by kolekcjonersurowcow

13 września 2011 at 09:03

Historia polskiego złota. Jest warte miliardy, ale nigdy do nas nie wróci. Dlaczego?

7 Komentarzy

Od II wojny światowej niemal całe polskie złoto znajduje się za granicą. I do kraju raczej nie wróci. A mamy go sporo, bo nasze rezerwy liczą ponad 100 ton i są warte miliardy złotych.

Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej pojawiały się pomysły przewiezienia polskiego złota do Paryża, Londynu lub gdziekolwiek, byleby dalej od Warszawy, w której od dawna już pachniało zbliżającym się konfliktem zbrojnym. Ale władze się na to nie zgadzały. Ani premier Składkowski, ani generalny inspektor Sił Zbrojnych Edward Rydz-Śmigły nie chcieli o wywiezieniu złota słyszeć. Uważali, że to zbyt niebezpieczne, bo gdyby w razie wojny Polska wstrzymała spłatę swoich długów, to złoto mogłoby przepaść na rzecz wierzycieli. Ówczesny pracownik Banku Polskiego Zygmunt Karpiński wspominał później, że był to kompletny brak logiki, bo w kraju złoto było jeszcze bardziej narażone na grabież ze strony Niemców. Ale w tamtym czasie o możliwej kapitulacji Warszawy mało kto odważył się głośno mówić.

Wybuchła wojna, a około 39 ton złota w sztabkach i mnóstwo monet nadal leżało w polskich skarbcach. Na chybcika zaczęto organizować wyjazd. Łatwo nie było. Najpierw okazało się, że niemal wszystkie ciężarówki zajęte były przez wojsko. Z kolei pomysł z wylotem upadł, bo nie udało się załatwić formalności na skandynawskich lotniskach.

W końcu bank znalazł zwykłe osobowe autobusy. Pierwsze 15 ton wyjechało nimi do Brześcia pod osłoną czterech urzędników. Dla kolejnego transportu znaleziono pociągi, które okazały się zepsute. Gdy w ciągu doby je naprawiono wyszło na jaw, że wszystkiego naraz przewieźć się nie da, bo ładunek jest za ciężki. Pociąg pojechał więc dwa razy. Eskortowało go kilka osób: urzędnicy uzbrojeni w pistolety i strażnicy banku.

Po tych wydarzeniach podjęto ostateczną decyzję o wywózce złota za granicę. Najpierw pociągiem do Rumunii, później tankowcem do Istambułu. W końcu polskie sztabki i monety wylądowały we Francji.

Nikt wtedy się nie spodziewał, że to początek nowych problemów. Gdy w 1940 r. Paryż skapitulował, złoto znów wywieziono. Rząd w Londynie był święcie przekonany, że celem podróży kruszczu są Stany Zjednoczone lub Kanada. Mylił się. Polskie złoto razem z francuskim i belgijskim popłynęło do Dakaru.

Londyński rząd nalegał, żeby kruszec wywieźć do USA albo wydać go dyrektorowi Stefanowi Michalskiemu, który konwojował transport. Próśb nie spełniono.

Tymczasem między Brytyjczykami a Francuzami wybuchł ostry spór. Nieopodal Oranu między wojskami obu krajów doszło do bitwy, w której życie straciło 1600 francuskich żołnierzy.

Powstało niebezpieczeństwo, że Anglicy zaatakują także Dakar, więc złoto wywieziono w głąb lądu, na Saharę do fortu Kayes. Polacy dowiedzieli się o tym długo po tym wydarzeniu.

Wściekły rząd na uchodźstwie podał Francuzów do amerykańskiego sądu, który zablokował francuskie depozyty ulokowane w Stanach. Nic nie pomogły protesty Paryża, który twierdził, że Amerykanie nie mają do tego prawa.

Okazja do przejęcia kontroli nad złotem pojawiła się dopiero w 1943 r., kiedy na brzegach północno-zachodniej Afryki wylądowały wojska amerykańsko-brytyjskie. Francuzi poszli wreszcie na ugodę, a Polacy wycofali roszczenia w amerykańskim sądzie.

Złoto wróciło z Sahary do Dakaru, a stamtąd samolotami i statkami dotarło do Nowego Jorku, Londynu i Ottawy w Kanadzie.

Po wojnie zrodził się nowy problem. Zarząd przedwojennego Banku Polskiego stacjonował w Londynie. W Warszawie natomiast rząd komunistyczny utworzył nową jednostkę o nazwie Narodowy Bank Polski. Komu Zachód miał oddać złoto?

Po wielu negocjacjach zarząd nad depozytem przejął Bank Polski. Ale Warszawa się nie poddała. Wypuściła bony skarbowe i zmusiła Bank Polski do ich wykupienia. W ten sposób przejęła depozyty Banku Polskiego, który stracił rację bytu. Formalnie zamknięto go w 1952 r.

Fizycznie złoto pozostało jednak na Zachodzie i służyło wielokrotnie jako zabezpieczenie kredytów zaciąganych przez Polskę.

Dziś NBP ma około 100 ton złota wartych prawie 4 mld zł. Prawie wszystko znajduje się w Banku Anglii. Na początku lat dziewięćdziesiątych był co prawda pomysł utworzenia w Forcie Zegrze polskiego Fort Knox, ale za jego budowę inwestorzy chcieli pół miliarda złotych, czyli dwa razy więcej, niż planował NBP. Zresztą nawet gdyby plan zrealizowano, to i tak polskie złoto raczej by tu nie przyjechało. – Złoto NBP przechowywane jest na rachunku w Bank of England, który jest jedną z wiodących instytucji wykonujących usługi powiernicze i zapewnia najwyższy standard, bezpieczeństwo, efektywność oraz jakość usług w obrocie złotem – mówi Przemysław Kuk, rzecznik prasowy NBP. I dodaje, że planów budowy Skarbca Centralnego w Zegrzu nie należy łączyć z kwestią rezerw złota.

Według Kuka na świecie są dwa główne ośrodki przetrzymywania kruszcu: Bank of England i Fort Knox w USA. Tu swoje depozyty trzyma większość państw. Ile to kosztuje? Bank nie zdradza.

Obecnie Fort Zegrze już po raz trzeci jest wystawiony na sprzedaż. Cena wywoławcza to 28,5 mln zł. Do tej pory nikt jednak nie był nim zainteresowany.

W czasie pisania tekstu korzystałem z książek Bank Polski SA (Andrzej Jezierski, Cecylia Leszczyńska) Warszawa 1994, Odyseja skarbu Rzeczypospolitej. Losy złota Banku Polskiego 1939-1950 (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2000).

Źródło: http://www.wyborcza.biz, Mirosław Bartołd, 19.08.2011

Written by kolekcjonersurowcow

29 sierpnia 2011 at 07:48

%d blogerów lubi to: