kolekcjonersurowcow

Niezależny i multimedialny blog o inwestycjach egzotycznych.

Archive for the ‘Waluty’ Category

Jeśli masz stare waluty

6 Komentarzy

Jak postąpić, jeśli wciąż posiadasz wycofane waluty europejskie np. niemieckie marki, francuskie franki, czy słoweńskie tolary?

Obecnie wymiana wycofanych banknotów i monet narodowych możliwa jest już tylko w oddziałach banków centralnych poszczególnych państw strefy euro (emitenci walut) i dotyczy tylko i wyłącznie własnej waluty narodowej (terminy wymiany zostały przedstawione w tabeli). A zatem wymiany np. marki niemieckiej można dokonać w banku centralnym Niemiec (Budesbanku). Adresy banków centralnych (lub ich oddziałów) można uzyskać np. w ambasadzie danego kraju lub na stronach internetowych banków centralnych.

Wymiany obcych zużytych lub zdezaktualizowanych znaków pieniężnych można dokonać w Polsce w sposób pośredni, poprzez instytucję inkasa. Wykonują ją niektóre większe banki komercyjne posiadające uprawnienia dewizowe – na zasadach określonych przez bank. Od dokonującego sprzedaży, za usługę, pobierana jest odpowiednia prowizja.
Narodowy Bank Polski nie zajmuje się wymianą obcych zużytych lub zdezaktualizowanych znaków pieniężnych. Również polskie banki komercyjne nie przyjmują do bezpośredniej wymiany uszkodzonych lub wycofanych z obiegu zagranicznych banknotów lub monet.

Kursy walut narodowych do euro są kursami sztywnymi i ostatecznymi. Obowiązują od 1 stycznia 1999 r. (w przypadku Grecji – od 1 stycznia 2001 r., w przypadku Słowenii – od 1 stycznia 2007 r., w przypadku Cypru i Malty – od 1 stycznia 2008 r., w przypadku Słowacji – od 1 stycznia 2009 r., a w przypadku Estonii – od 1 stycznia 2011 r.). Wynoszą one:

1 Euro (EUR) = 40,3399 franka belgijskiego(BEF)
1 Euro (EUR) = 1,95583 marki niemieckiej (DEM)
1 Euro (EUR) = 15,6466 korony estońskiej (EEK)
1 Euro (EUR) = 340,750 drachmy greckiej (GRD)
1 Euro (EUR) = 166,386 pesety hiszpańskiej (ESP)
1 Euro (EUR) = 6,55957 franka francuskiego (FRF)
1 Euro (EUR) = 0,787564 funta irlandzkiego (IEP)
1 Euro (EUR) = 1936,27 lira włoskiego (ITL)
1 Euro (EUR) = 0,585274 funta cypryjskiego (CYP)
1 Euro (EUR) = 40,3399 franka luksemburskiego (LUF)
1 Euro (EUR) = 0,429300 liry maltańskiej (MTL)
1 Euro (EUR) = 2,20371 guldena holenderskiego (NLG)
1 Euro (EUR) = 13,7603 szylinga austriackiego (ATS)
1 Euro (EUR) = 200,482 eskudo portugalskiego (PTE)
1 Euro (EUR) = 239,640 tolarów słoweńskich (SIT)
1 Euro (EUR) = 30,1260 korony słowackiej (SKK)
1 Euro (EUR) = 5,94573 marki fińskiej (FIM)

Źródło: http://www.nbportal.pl,07.01.2011

Reklamy

Written by kolekcjonersurowcow

4 listopada 2011 at 06:22

Napisane w Waluty

Tagged with , , , ,

Brazylijska kapibara – waluta alternatywna

with one comment

Kiedy ludzie przestają ufać obecnym walutom, rośnie popularność złota. Oczywiście wśród tych, których stać na jego zakup. A ci, których na niewiele stać, zaczynają korzystać z nowo powstałych „walut”. W taki oto sposób pojawiły się na rynku na przykład brazylijskie kapibary. Może i bankrutująca Grecja skorzysta z tego pomysłu?

Tak naprawdę trudno kapibarę nazwać walutą bez cudzysłowu, gdyż nie jest używana w całym kraju, nie mówiąc już o wymienialności międzynarodowej. Aby nie drażnić walutowych normalizatorów, przyjmijmy więc, że jest to po prostu waluta alternatywna. Jej nazwa pochodzi od żyjącego w Brazylii i w większości krajów Ameryki Południowej największego na świecie gryzonia o nazwie kapibara, którego waga może dochodzić aż do 65 kilogramów. Dla Latynosów jest to ważne zwierzę łowne ze względu na jego skórę i mięso. Jak czytamy na stronie internetowej ogrodu zoologicznego w San Diego, z uwagi na fakt, że stworzenie to dużo czasu przebywa w wodzie, w XVI wieku bullą papieską zostało zakwalifikowane do kategorii ryb. Dzięki temu lokalni katolicy mogą więc spożywać mięso kapibary w okresie postu. Kapibary są mocne, lubią tarzać się w błocie i świetnie pływają. Być może już to wróży im niezłą karierę na rynku walutowym. Patrząc na zdjęcie tego zwierzęcia, można odkryć intencje pomysłodawcy banknotów. Od razu nasuwa się bowiem pytanie, czy te siekacze będą w stanie wygryźć brazylijskiego reala. Pewnie nie, przede wszystkim dlatego, że są z nim związane, ale może uda im się choć wgryźć w brazylijski rynek pieniężny. Nie ma przecież powodu, dla którego musiałby istnieć w Brazylii tylko jeden system walutowy. Początki alternatywnych walut oczywiście do łatwych nie należą, co nie znaczy, że trudności są nie do przezwyciężenia. Jak pokazuje doświadczenie kapibar, taka waluta nie musi być zawsze tępiona jak szkodnik przez dany Bank Centralny. Może być przez niego nawet wspierana.

Kapibara wygryza reala?

Przy tworzeniu alternatywnej waluty można mieć dużo zabawy. Kto wie, takie banknoty mogą się stać dziełami sztuki, a może nawet z czasem osiągnąć dużą wartość kolekcjonerską. W przypadku kapibary jej nazwa została wybrana w drodze głosowania przez mieszkańców rolniczej miejscowości Silva Jardim w Brazylii, znajdującej się około 100 km od Rio. To oni zatrudnili również artystę do zaprojektowania wyglądu banknotu – czytamy w „Wall Street Journal”. Oprócz wizerunku zwierzęcia, na banknocie znajdują się różnego typu zabezpieczenia, takie jak numer seryjny, znaki wodne czy hologram. Wszystko wygląda tak jak na typowych banknotach pieniężnych. Obecnie kapibar nie ma w obiegu zbyt wiele, więc aby móc się nimi posługiwać, należy je nabyć w specjalnie do tego celu utworzonym Banku Kapibar. Jak dotąd wyemitowano ich 50 tysięcy. Jako zabezpieczenie Bank trzyma ich równowartość w 50 tys. reali w tradycyjnym banku. Wartość jednej kapibary równa jest bowiem jednemu brazylijskiemu realowi. Kapibary zdają się jednak mieć czasem wyższość nad realami, gdyż przy transakcjach przy użyciu tych pierwszych można spodziewać się specjalnych zniżek. Intencją pomysłodawców było bowiem zachęcenie 23 tys. mieszkańców Silva Jardim do wydawania pieniędzy we własnej społeczności i pobudzenie lokalnego handlu. Jak czytamy w „Wall Street Journal”, ludzie płacą kapibarami za różne usługi, np. wizytę u fryzjera, dania w restauracji, a nawet wrzucają je na tacę w kościele. Wydają je również w supermarkecie, a nawet płacą swoim pracownikom. Aby jeszcze bardziej rozszerzyć użycie tej lokalnej waluty, mer miasta, Marcello Zelão, zaplanował nawet otwarcie Megasklepu Kapibary, gdzie lokalni wytwórcy mogliby sprzedawać swoje produkty tylko za kapibary. Jak tłumaczył, mieszkańcy Silva Jardim pracują zwykle w bogatszych miastach i tam właśnie wydają swoje pieniądze. Kapibary z lokalnymi zniżkami mają właśnie temu zapobiec. Aby tak się stało, są celowo drukowane tylko w małych nominałach, aby ułatwiać ich wydawanie, a nie gromadzenie.

Skąd wzięły się kapibary?

Na pomysł tworzenia alternatywnych walut wpadł Joaquim Melo, młody aktywista społeczny, dziś prezes Palmas Bank Institute of Solidarity Development and Socioeconomics. Przejęty losem bliźnich Melo w trakcie studiów teologicznych pracował w biednych dzielnicach różnych miast Brazylii. Choć po latach zrezygnował ze stanu kapłańskiego, nadal zajmował się działalnością społeczną jako osoba świecka. Pomysł tworzenia nowej waluty miał być for-mą pomocy dla lokalnej ludności. Do dziś widać, że alternatywne pieniądze pojawiają się właśnie tam, gdzie ludzie praktycznie nie mają czym płacić z powodu kryzysu gospodarczego. Pierwszą lokalną walutą Brazylii stały się wymyślone przez niego palmy, którymi płacono w 30-tysięcznej miejscowości Conjunto Palmeiras. W 1998 roku rozwiązanie to spotkało się niestety z negatywną, a nawet agresywną odpowiedzią władz, które wysłały policję w celu konfiskaty jeszcze niewydrukowanych banknotów. Melo zdołał jednak przekonać władzę, że palmy nie stanowią żadnego zagrożenia dla reala, gdyż przecież funkcjonują razem z nim, a właściwie są nie tyle formą pieniędzy, co kuponów. W 2005 roku władza zaprzestała walki z palmami, a nawet pomogła Melo utworzyć lokalne filie tych społecznych banków. I tak sprawa kręci się do dziś. Podobne formy płatności w papierowej formie pojawiają się w różnych miastach i dzielnicach, szczególnie biednych. Oprócz kapibary w Brazylii funkcjonują 62 formy pieniądza nazywane sympatycznie na cześć słońca, kaktusa, brazylijskiego orzecha lub skrótowcem od nazwy miasta, w którym są używane (np. Cidade de Deus – CDD). Rozwiązania Melo, pioniera alternatywnych walut społecznych, zostały uznane za zupełnie wyjątkowy system na świecie. I rzeczywiście stają się popularne i pojawiają tam, gdzie przychodzi kryzys.

Alternatywne waluty na świecie

Według japońskiego eksperta międzynarodowych systemów walutowych, Miguela Yasuyuki Hiroty, który zajmuje się ich badaniem i propagowaniem na świecie, istnieje około 5 tysięcy rozmaitych systemów barterowych. Nie wszystkie oczywiście oparte są na alternatywnych walutach, w wielu można po prostu wymieniać dobra lub/i usługi. Jednym z najbardziej popularnych przykładów tej drugiej kategorii są banki wymiany czasu, gdzie ludzie wymieniają się swoją wiedzą czy umiejętnościami. Inne funkcjonują bardziej na zasadzie wymienialnych kuponów, przypominających z wyglądu banknoty pieniężne. Kapibary należą do tych najbardziej zbliżonych do prawdziwych walut. W artykule „Social Currency Systems Emerge to Supplement Money in Argentina” Global Press Institute czytamy za to, że różne formy barteru czy walut funkcjonują w całej Ameryce Południowej, a nawet są regulowane i promowane nie tylko w Brazylii, ale także w Wenezueli i Ekwadorze. Pojawiają się również poważne walutowe eksperymenty w Peru i Kolumbii, a Boliwia i Urugwaj też mają zamiar z nich skorzystać. Wygląda na to, że władza nie widzi sensu z nimi walczyć. Adela Plasencia, autorka książki „Social Currency and Supportive Markets”, uważa, że takie społeczne systemy walutowe nie zastępują, ale mogą uzupełniać te konwencjonalne. Do tego wspomagają rozwój lokalny, a przez to również mają wpływ na ograniczenie bezrobocia. Bezrobocie w Brazylii wynosiło kiedyś ponad 20%, dziś jest rekordowo niskie – na poziomie 6%. Co na to powie Grecja, borykająca się z 15-procentowym bezrobociem, a wśród młodych (15-24-letnich) aż 25-procentowym, które zapewne jeszcze wzrośnie?

Dobra rada dla Grecji?

Być może Grecy powinni posłuchać eksperta The New Economics Foundation, według którego szczególnie doświadczenie Brazylii może być odpowiedzią na skutki kryzysu. David Boyle z tego brytyjskiego think tanku przypomina, że lekcji walutowych powinniśmy szukać w czasach średniowiecza, kiedy oprócz monet srebrnych i złotych w obiegu znajdowały się również monety cynowe, pozornie nic nie warte, dzięki którym ludzie mogli dokonywać wszelakich transakcji. W swoim artykule „What Greece can learn from Brazil” Boyle pisze, że argentyńskie doświadczenie z bankructwem oraz eksperymenty z alternatywnymi walutami w Brazylii i Urugwaju mogą przydać się zrujnowanemu społeczeństwu Grecji. Kiedy nie będzie tradycyjnych pieniędzy, trzeba będzie wymyślić lokalne formy wymiany – pisze ekspert brytyjskiej fundacji. Latynosi coś o nich wiedzą. Boyle wyjaśnia, że argentyński eksperyment był nawet całkiem udany, gdyż aż 2 miliony ludzi posługiwało się kuponami aż do momentu, kiedy zaczęto je masowo podrabiać. Przyczyną upadku tego systemu był również zapewne fakt, że z Globalnymi Klubami Barterowymi walczył Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Bank Centralny. Taka sytuacja powtarzała się w innych krajach Ameryki Południowej, gdzie banki centralne – tak jak wszędzie – roszczą sobie prawo do utrzymania monopolu na pieniądze. Jak wiemy, w Brazylii aż tak źle już nie jest. Jak pisze Boyle, jest tam około 51 banków lokalnych waluty społecznej, które nie tylko emitują banknoty, ale również przyznają nisko oprocentowane kredyty. Na rok 2012 przewiduje się w Brazylii otwarcie 300 nowych placówek tego typu. Może więc kapibary jednak zadomowią się w Brazylii na stałe?

Źródło: http://www.nczas.home.pl, Natalia Dueholm, 01.11.2011

Written by kolekcjonersurowcow

3 listopada 2011 at 14:15

Drogie franki – kiedy spłacać ratę? Szwajcarski spisek

leave a comment »

Którego dnia miesiąca najlepiej spłacać raty kredytu zaciągniętego we frankach? Choć teorii spiskowych krąży wiele, dobrego rozwiązania nie ma.

Kiedy kurs franka jest najwyższy? To proste – odpowiada każdy zadłużony w tej walucie – oczywiście tego dnia, gdy to mnie bank ściąga ratę z konta. Ci, którzy płacą pod koniec miesiąca, zapewniają, że właśnie wtedy – na skutek spisku – kurs szwajcarskiej waluty bije rekordy. Ale o swoim nieszczęściu są też przekonane osoby, które wybrały początek miesiąca. Wniosek jest prosty – gdy Polacy otrzymują na swoje konta pensję, i zaczynają jej niemałą część oddawać bankom, kurs franka pnie się do góry. Ale czy na pewno?

Spiskowe teorie zakładają, że działające u nas banki mają niebywałą wprost siłę. Bo mogą wpływać na globalny kurs franka i są na tyle ważnymi graczami, co wielkie fundusze inwestycyjne i emerytalne czy olbrzymie banki centralne. Jednak prześledzenie kursu franka do złotego w ostatnich latach okazuje się przykrą wiadomością dla tych, którzy sądzą, że cały świat kręci się wokół Polaków z kredytami hipotecznymi.

Jak w rollercoasterze

Bieżący rok charakteryzuje się przede wszystkim gwałtownymi wahaniami kursu szwajcarskiej waluty. A to oznacza, że jakiegokolwiek dnia na spłatę byśmy nie wybrali, często będziemy niezadowoleni. Zwolennicy spisku mogą wskazać wprawdzie na końcówkę ostatnich trzech miesięcy, gdy rzeczywiście kurs franka piął się do góry.

Ale już po wejściu w nowy miesiąc zachowywał się bardzo różnie. Bo na początku czerwca utrzymywał się na podobnym poziomie, w pierwszych dniach lipca gwałtownie staniał, a z kolei w sierpniu dalej bije rekordy.

Jeśli jednak prześledzimy dłuższy okres, okaże się, że i ci płacący raty pod koniec miesiąca nie są szczególnie poszkodowani. Dokładnie rok temu frank gwałtownie podrożał na początku lipca, a pod koniec miesiąca był o ponad 20 groszy tańszy. A przykładowo w marcu i kwietniu tego roku najwyższy kurs zanotowaliśmy nie pod koniec, lecz w połowie miesiąca. W marcu wahnięcie spowodowane było atomowym kryzysem w Japonii.

I to właśnie jest najważniejszy powód, dla którego nigdy nie będzie dobrego dnia na płacenie raty.

Świat się boi, frank drożeje

Zarówno każdy skok, jak i spadek kursu szwajcarskiej waluty, mają w tej chwili związek z międzynarodowymi wydarzeniami. A one żadnego kalendarza się nie trzymają. Podążamy od jednego planu ratunkowego dla Grecji do kolejnego, a w międzyczasie przeżywamy m.in. właśnie zażegnaną groźbę niewypłacalności Stanów Zjednoczonych, kłopoty kolejnych państw strefy euro (ostatnio dołączył do tego grona Cypr) czy dramatyczne wydarzenia w Libii albo Syrii.

Oczywiście dla osób przekonanych o swoim pechu istnieje w wielu bankach możliwość zmiany dnia, w którym ściągana jest z konta kolejna rata. Niestety, często taka operacja wiąże się z prowizją wynosząca 100-200 zł. Trzeba być sporym szczęściarzem, żeby ta opłata szybko się zwróciła. A z powodu przejrzystości w domowych finansach, lepiej utrzymać zasadę, zgodnie z którą rata płacona jest nie później niż kilka dni po wpłynięciu pensji na konto.

I zachować spokój, nawet jeśli frank tego spokoju wciąż nie może zaznać.

Źródło: http://www.polityka.pl, Cezary Kowanda, 03.08.2011

Written by kolekcjonersurowcow

20 października 2011 at 17:51

Szewczak: czy frank uratuje euro?

with one comment

Telewizja TVN–CNBC pieje z zachwytu nad porannym zaskoczeniem ze strony Szwajcarskiego Banku Narodowego, który wprowadził sztywny kurs franka do euro na poziomie 1,20 – co natychmiast dało krótkotrwały efekt obniżenia kursu franka do polskiego złotego z poziomu 3,80 do 3,50.

To olbrzymi i niespotykany spadek o ponad 30 gr w ciągu pierwszego dnia.

Szwajcaria obiecuje, że tego kursu będzie bronić jak niepodległości, skupując walutę i dostarczając franka. To typowa interwencja walutowa, która otwiera puszkę Pandory, to nic innego jak zaproszenie dla walutowych spekulantów. Testowanie wiarygodności i finansowych możliwości Szwajcarów może nadejść szybciej, niż się spodziewają chwilowo uspokojeni kredytobiorcy we franku szwajcarskim. Sztywne kursy walut już wielokrotnie były przyczyną potężnych krachów i kryzysów finansowych, a nawet bankructw państw. Tak się stało w Argentynie w latach 2000-2001, gdy związano argentyńską walutę – peso – z dolarem. Tak było z walutami krajów nadbałtyckich, które ustanowiły po 2004 r. praktycznie sztywne kursy swych walut wobec waluty euro.

Sztywny kurs waluty szwajcarskiej to sytuacja przypominająca przywiązanie małej ekskluzywnej łódeczki do rannego europejskiego wieloryba. Co będzie gdy ten wieloryb zanurkuje. Wtedy nawet największa determinacja sternika tej szwajcarskiej łodzi nie pomoże.

Szwajcaria w ubiegłym roku straciła na interwencji walutowej, dużo mniej ryzykownej, aż 21 mld franków – i na niewiele się to zdało. Frank szwajcarski i tak zbliżył się do relacji 1 do 1 w stosunku do euro. Albo więc Szwajcaria będzie masowo drukować franka, albo poniesie porażkę w walce z światowymi gigantami spekulacyjnymi. A te stada „wygłodniałych wilków”, dzięki drukarskim zdolnościom amerykańskiego FED, dysponują dziś nieograniczonymi zasobami.

Nie na długo więc może Szwajcarom starczyć zasobów, by utrzymać szwajcarską walutowa łódkę na powierzchni. Przy lewarach kredytowych rzędu 1 do 500 można się sprawdzać w licytacji tym bardziej, że w strefie euro dzieje się coraz gorzej; przed nami dopiero bankructwo Grecji i krach finansów publicznych w takich krajach jak Włochy czy Hiszpania. EFSF (europejski fundusz stabilizacyjny) ma zbyt mało pieniędzy, zaledwie ok. 400 mld euro, a potrzeby ratowania krajów PIIGS (Portugalia, Włochy, Irlandia, Grecja, Hiszpania) i skupu ich coraz bardziej śmieciowych obligacji to dziś astronomiczna kwota 2,4 bln euro. Europejskim bankom potrzeba już dziś blisko 200 mld euro dokapitalizowania.

Czy więc maleńka Szwajcaria uratuje gigantycznego europejskiego ssaka, czy nie podjęła nadmiernego ryzyka ratowania nie tyle szwajcarskiej gospodarki, co wspólnej waluty europejskiej, która i tak nie przetrwa kilku najbliższych lat? Jeśli Szwajcaria nie da rady utrzymać sztywnej relacji kursu franka na poziomie 1,20 do euro i polegnie w konfrontacji ze spekulacyjnymi funduszami hedgingowymi polującymi na okazję, kurs franka może poszybować do niebotycznych dziś niewyobrażalnych poziomów. Blefowanie i przejmowanie zakładów walutowych z graczami, którzy grają znaczonymi kartami, mogącymi dowolnie podbijać wysokie stawki, może skończyć się totalną przegraną Helwetów, ale i polskiego złotego.

Nie cieszmy się więc na zapas, że jest już po problemie drogiego franka; w tej wojnie walutowej, w tej rozgrywce polski złoty w ogóle się nie liczy. A pokaz siły Szwajcarskiego Banku Narodowego będzie bardzo kosztowny nie tylko dla Szwajcarów. Nie ma bowiem takiego muru, nawet walutowego, którego by nie przeskoczył osioł obładowany złotem. Teraz drogie będzie euro.

Źródło: Niezalezna.pl, Janusz Szewczak, 2011-09-06

Written by kolekcjonersurowcow

6 września 2011 at 17:48

Napisane w Waluty

Tagged with , , , ,

Frank w górę – czy €uro w dół? – Janusz Korwin-Mikke

leave a comment »

Janusz Korwin-Mikke przypomina podstawowe powody rozpędzającej się inflacji, grabież pieniędzy i oszczędności ludzi oraz psucie pieniądza poprzez niebywały dodruk banknotów – „pustych pieniędzy”, które nie mają już od dawna pokrycia np. w złocie.

Written by kolekcjonersurowcow

30 sierpnia 2011 at 07:46

%d blogerów lubi to: