kolekcjonersurowcow

Niezależny i multimedialny blog o inwestycjach egzotycznych.

Archive for the ‘Monety i Sztabki’ Category

Monety kolekcjonerskie. Inwestycja na trudne czasy

leave a comment »

Numizmatyczna rekordzistka to dwuzłotówka z Zygmuntem II Augustem. Ta wyemitowana trzynaście lat temu moneta dała kolekcjonerom 350-krotny zysk.

O tym, że na monetach można zarobić inwestorzy przypominają sobie głównie w okresie kryzysu finansowego lub recesji. Wtedy szczególnie docenia się ich główne zalety – stanowią wartość materialną i w miarę bezpieczną przystań w niepewnych czasach.

Dekada numizmatycznej hossy

Inwestowanie największych pieniędzy wiąże się oczywiście z najdroższymi monetami złotymi. Przez kilkanaście lat od denominacji Narodowy Bank Polski emitował je w mocno ograniczonych liczebnie emisjach, maksymalnie po kilka tysięcy sztuk. Wszystkie dały nabywcom zyski idące co najmniej w kilkaset procent. Rekordowe wzrosty zanotowała jednak pierwsza po denominacji, złota moneta kolekcjonerska Konkurs pianistyczny im. Chopina z 1995 roku o nominale 200 złotych. Sprzedający ją kolekcjonerzy mogli liczyć nawet na 57-krotne przebicie.

W przypadku monet srebrnych warto wspomnieć o serii monet o nominale 20 zł Zwierzęta Świata, która od lat cieszy się ogromną popularnością. Narodowy Bank Polski co roku emituje nową monetę z tej serii, a zainteresowanie jest olbrzymie. Największym dotąd srebrnym hitem był Szlak Bursztynowy z 2001.

Nie tylko monety ze szlachetnych kruszców przynoszą zyski swoim posiadaczom. Pomimo bardzo wysokich nakładów idących kilkaset tysięcy, popularnością cieszą monety ze stopu Nordic Gold (stop miedzi, cynku, aluminium i cyny).

Sprzedawane są po nominale 2 zł. Hitem w tym segmencie okazała się moneta Zygmunt II August z 1996. Wycena tej monety wzrosła aż 350-krotnie. Ktoś, kto zainwestował w tysiąc takich monet i ma je do dziś, może z zysku ze sprzedaży kupić mieszkanie.

Trudniej z nowymi rekordami

W ostatnim czasie NBP powiększa wielkości emisji, szczególnie monet złotych do nawet kilkunastu tysięcy. Ponadto bank zwiększa marżę, a w efekcie cenę sprzedaży. To sprawia, że przebicia monetach z 2008 i 2009 nie są tak spektakularnie wysokie jak w latach poprzednich.

To nie oznacza, że nie pojawiają się nowe hity. Alternatywą są monety coraz chętniej bite przez innych emitentów niż NBP, np. miasta. Ogromną popularnością na przełomie 2008 i 2009 roku cieszył się talar gdański na 25 lecie Nobla Lecha Wałęsy. Gdańsk wyemitował też kolekcjonerskie monety z okazji tegorocznych obchodów 25. rocznicy obalenia komunizmu.

Duży wzrost zainteresowania monetami w obliczu kryzysu spowodował, że atrakcyjne monety sprzedawano po rekordowych cenach. Efekt był bardzo podobny do spekulacyjnych baniek na innych rynkach. Sprzedaż po wyśrubowanych cenach doprowadziła w końcu do spadku zarówno zainteresowania, jak i cen monet.

Tak było chociażby z dotychczas ostatnim egzemplarzem bardzo popularnej serii Tiffany Art. Monety te emitowane są w bardzo ograniczonym nakładzie 999 sztuk na cały świat. Poprzednie edycje notowały co najmniej 100 proc. wzrost wyceny w krótkim czasie. Tymczasem piąta z serii moneta – Barok – na aukcjach już w przedsprzedaży osiągała cenę przekraczającą nawet 700 zł. Obecnie można trafić tą monetę już za zaledwie 500 zł.

Bulion – szczególny przypadek

Monety bulionowe mają zawartość złota zbliżona do 100 proc. i ograniczony nakład. Dają możliwość inwestowania pośrednio w złoto. Polską monetą bulionową jest Orzeł Bielik. Na zachodzie znane są Krugerrandy, czy Suwereny.

Na ich wycenę mają wpływ notowania złota lub srebra, istotny jest też kurs złotego wobec dolara. Obecnie złoty ponownie się umacnia w stosunku do amerykańskiej waluty, co ogranicza zyskowność kruszcowych inwestycji.

Aby to zrównoważyć konieczny byłby silny wzrost wartości złota, czy srebra. Tymczasem w Polsce zaletą Bielika jest fakt, że nie jest tak bardzo podatny na wahania kursu Aurum, bo jest postrzegany jako bardzo popularna moneta kolekcjonerska. Niektóre roczniki z małym nakładem (kilkaset sztuk) są wyceniane nawet ponad dwukrotnie wyżej niż wartośc złota, z którego są wykonane.

Źródło: http://www.money.pl, Sebastian Gawłowski, 26.07.2009

Written by kolekcjonersurowcow

5 października 2011 at 07:21

Plany emisyjne monet okolicznościowych NBP

leave a comment »

Written by kolekcjonersurowcow

20 września 2011 at 22:33

Ile kosztuje sztabka złota?

leave a comment »

Na szalejącym kursie złota największy interes robią dostawcy kruszcu, bo jest pozyskiwany po względnie stałych kosztach. Im wyższa próba złota, tym więcej kosztuje jego wytworzenie. Producenci sztabek zostawiają sobie przeciętnie tylko do 3 proc. marży netto.

Od dekady złoto rozpala wyobraźnię inwestorów, bo okazało się świetną lokatą kapitału na niespokojne czasy. Przed atakiem terrorystów na Nowy Jork w 2001 r. kosztowało ok. 300 dol. za uncję (31,1 gramów), a obecnie jest ponadsześciokrotnie droższe. Rekord wszech czasów został ustanowiony w ostatni wtorek – uncja sięgnęła 1921 dolarów.

Na giełdach nie kupuje się fizycznie złota, lecz przede wszystkim kontrakty terminowe na dostawy kruszcu, które mają gdzieś fizyczne zabezpieczenie. To nie to samo, co kupienie istniejącej sztabki w kantorze czy mennicy. Dlatego cena „złota w złocie” takiej sztabki nie jest prostym mnożnikiem aktualnej ceny uncji i kursu dolara, w jakim zawierane są transakcje.

Rynek złota rządzi się swoimi prawami. Za dostawy płaci się żywą gotówką, bo złoto jest rodzajem waluty zapasowej chroniącej kapitał przed inflacją. Prawdopodobnie z tego powodu w Unii Europejskiej złoto inwestycyjne najwyższej próby – 999, czyli w 100 gramach jest 99,9 gram złota – jest zwolnione z podatku VAT. Uzyskanie tak wysokiej próby jest dość kosztowne, bo kruszec jest poddawany skomplikowanej obróbce, aby usunąć zanieczyszczenia. Musi być także odpowiednio przechowywane, aby sztabki nie uległy uszkodzeniu i miały zapewnione bezpieczeństwo. Za to złoto jubilerskie ma niższą próbę, np. 585, czyli w 100 gramach jest tylko 58,5 gram złota, a resztę stanowią dodatki, np. miedź. Poza obrączkami kruszec stanowi średnio ok. 30-40 proc. kosztu kolczyków czy pierścionków, reszta to praca projektanta i jubilera. Dlatego specjaliści odradzają traktowania złotej biżuterii jako lokaty kapitału, w przeciwieństwie do złota inwestycyjnego.

Małe sztabki ważą już po 1 gramie i mogą być wręczane jako prezenty np. na uroczystościach rodzinnych. Ale tak naprawdę poważni inwestorzy kupują inwestycyjnie sztabki ćwierćkilogramowe i kilogramowe. W skarbcach banków centralnych są jeszcze więcej ważące, bo po blisko 12,5 kg. Największe rezerwy złota inwestycyjnego zgromadzone są na świecie właśnie w bankach centralnych, gdzie zdeponowano 31 tys. ton, z czego 8 tys. ton w USA, gdzie spoczywa w słynnym Forcie Knox.

Ceny sztabek dynamicznie się zmieniają, bo ostatnio cena kruszcu jeździ jak winda w drapaczu chmur. Kierując się informacjami z branży złota wyliczyliśmy, że koszt samego kruszcu w sztabce o niskiej wadze np. 1 uncji, to przeciętnie 82 proc. jej ceny, wyprodukowanie stanowi do 15 proc., zaś producent zostawia sobie jedynie do 3 proc. marży netto. Im cięższa sztabka, tym większy udział w cenie kruszcu, a mniejszy kosztów produkcji. Marża pozostaje bez większych zmian.

Źródło: http://www.wyborcza.biz, 12.09.2011

Written by kolekcjonersurowcow

20 września 2011 at 07:56

Monety kolekcjonerskie

leave a comment »

Monety kolekcjonerskie cieszą się ostatnio coraz większą popularnością, również wśród inwestorów. W możliwości łatwego pomnożenia oszczędności uwierzyli, obok wytrawnych znawców tematu, również zwykli obywatele: od licealistów zaczynając, na emerytach kończąc.

W zależności od zasobności portfela, każda osoba wchodząca na rynek numizmatyków może tu znaleźć coś dla siebie. Ceny emisyjne monet srebrnych nie przekraczały w 2007 roku 100 zł. Chcąc inwestować w złoto, na każdą nową monetę trzeba było przeznaczyć około 1300 zł.

Srebrne i złote monety kolekcjonerskie poza realną wartością kruszcu, z którego zostały wybite posiadają zdecydowanie wyższą wartość rynkową. Ma na nią wpływ ich nakład, stan zachowania, „uroda” oraz nastroje panujące na rynku. Najbardziej pożądane przez kolekcjonerów numizmaty w ciągu kilku miesięcy generują zyski wielokrotnie przewyższające stopy zwrotu płynące z rynków akcji i obligacji.

Należy przy tym pamiętać, że monety kolekcjonerskie doskonale zdywersyfikują portfel inwestycyjny, co sprawdza się w czasie kryzysów, kiedy „papierowy” pieniądz traci na wartości.

Monety kolekcjonerskie mimo, że ich ceny emisyjne są dużo wyższe niż ich nominał i realna wartość kruszcu, zyskują szybko na wartości ze względu na niskie limitowane nakłady oraz walory artystyczne. Srebrna moneta 10-złotowa kosztuje około 70 zł, a 20-złotowa około 100 zł. Na cenę emisyjną składa się wartość kruszcu w dniu wyceny, prowizje oraz podatek VAT. Generalnie wartość kruszcu w polskich monetach przewyższa obecnie o około 60-70% ich nominał. Oznacza to, że moneta o nominale 10 zł zawiera w sobie srebro warte około 16-17 zł. Monety złote są znacznie droższe i ich ceny zamykają się w przedziale od 700 zł za nominał 100 zł do 1320 zł za nominał 200 zł. W przypadku monet złotych wartość kruszcu przewyższa około o 90% ich nominał.

Oprócz monet kolekcjonerskich istnieją również monety bulionowe, bite przez państwowe mennice za zgodą oficjalnych władz z metali szlachetnych (głównie ze złota, srebra i platyny) w nieograniczonych nakładach. Są to monety bite z niską marżą i przeznaczane na cele lokacyjne. Najbardziej popularne monety bulionowe to pochodzący z RPA Krugerant i Kanadyjski Liść Klonowy (Maple Leaf), Australijski Samorodek (Nugget), Brytyjski Britannia oraz Amerykański Orzeł (Eagle). Ceny monet bulionowych nie są stałe i zależą od ceny złota na Giełdzie Londyńskiej, kursu USD oraz kosztów produkcji.

Od kilku lat niesłabnącym zainteresowaniem kolekcjonerów i inwestorów cieszą się srebrne monety z emitowanej przez NBP serii „Zwierzęta Świata”. Numizmaty wypuszczone na rynek pod koniec lat 90-tych minionego wieku i na początku obecnego stulecia osiągają dziś ceny dziesięciokrotnie przewyższające ceny emisyjne i w dalszym ciągu zyskują na wartości. Ostatnia wyemitowana moneta z tej serii – „Sokół Wędrowny”, której cena emisyjna wynosiła 91 zł, na wolnym rynku w dniu emisji kosztowała około 300 zł. Kupując „Sokoła” rano w banku i sprzedając go wieczorem, na przykład na internetowej aukcji, można było w ciągu zaledwie kilku godzin osiągnąć 230% zysku!

Ceny monet kolekcjonerskich systematycznie rosną. Tępo wzrostu jest różne, jednak regułą jest, że na polskich monetach kolekcjonerskich nie można stracić. Najrzadsze monety, takie jak wyemitowany w 1995 roku w nakładzie 500 egzemplarzy złoty „Fryderyk Chopin” generują zyski liczone w tysiącach procent. 12 lat temu w dniu emisji ta piękna moneta warta była 780 zł. Dziś jej wartość wynosi ponad 40 tysięcy zł. Oznacza to, że cena wzrosła o ponad 5000% w 13 lat. Innym przykładem doskonałej inwestycji jest srebrna moneta „Szlak Bursztynowy” wybita w 2001 roku w nakładzie 57 tysięcy egzemplarzy. Cena emisyjna tego numizmatu wynosiła 57 zł., dziś trzeba za niego zapłacić około 3 tysięcy zł.

Wielu spośród świeżo upieczonych „numizmatyków” to osoby, które jeszcze do niedawna grały na giełdzie papierów wartościowych, jednak stwierdziły, że na monetach są w stanie osiągnąć większe zyski przy zdecydowanie mniejszym ryzyku. Na wzrost zainteresowania monetami duży wpływ ma hossa na światowych giełdach metali szlachetnych. Notowania złota i srebra pną się w górę nieprzerwanie od czterech miesięcy, bijąc coraz to nowe rekordy cenowe. Inwestowanie w monety jest wyjątkowo bezpieczne. Wartość monet zabezpiecza realna wartość kruszcu, z którego zostały wykonane.

Źródło: http://www.skarbiec.biz, Łukasz Błażejewski, 01.05.2008

Written by kolekcjonersurowcow

16 września 2011 at 07:38

Inwestycje w srebro zarobiły więcej niż złoto

2 komentarze

Srebro świeci na inwestycyjnym panteonie niezwykle jasno. W ciągu roku dało zarobić ponad 100 procent – trzy razy więcej niż złoto. Czy był to tylko chwilowy rajd?

W ślad za złotem

To, że srebro chwilowo przyćmiło złoto, nie znaczy, iż tamto przestało nadawać ton na rynku kruszców. Gdy w 2001 roku rozpoczęła się, trwająca jak dotąd nieprzerwanie, fala wzrostów złota, niewielu inwestorów myślało o inwestycji w metale szlachetne. Ci zaś, którzy to czynili, wybierali złoto nie srebro. Tym drugim zainteresowano się dopiero dwa lata później, gdy złoto wzrosło już o połowę. Odtąd, aż do kryzysu finansowego w 2008 roku, stosunek ceny złota do ceny srebra malał (srebro drożało szybciej niż złoto).

Miało to szereg przyczyn. Po pierwsze, inwestorzy obawiali się, że złoto nie będzie już dalej tak rosnąć, a ze względu na osiągnięcie wysokich poziomów cen, ewentualna korekta mogłaby być bardzo dotkliwa. Srebro zaś ciągle postrzegano jako bliską alternatywę, która nie jest aż tak wysoko wyceniana. Po drugie, srebro było znacznie łatwiej dostępne dla drobnych inwestorów pragnących wejść w posiadanie fizycznego kruszcu. Złote monety lub sztabki to wydatek równowartości kilku tysięcy złotych, podczas gdy takie same wyroby ze srebra można mieć już za równowartość kilkudziesięciu złotych. Po trzecie, doceniano wzrost znaczenia srebra w szeroko pojętych zastosowaniach przemysłowych.

Cenny składnik

Ten ostatni czynnik zasługuje na to, by poświęcić mu więcej uwagi. Srebro stosuje się w elektronice (jest pierwiastkiem o najlepszych właściwościach przewodzących), w optyce (najlepiej ze wszystkich pierwiastków odbija światło), a także do wyrobu baterii oraz w przemyśle kosmetycznym. Duże nadzieje budzi zwłaszcza kosmetyka. Choć antybakteryjne właściwości srebra znane są od setek lat, stosunkowo niedawno zaczęto stosować go jako dodatek do kosmetyków, bielizny i obuwia.

Kulą u nogi dla rynku srebra przez wiele lat była fotografia, w której przejście na technologię cyfrową powodowało spadek zużycia srebra. Jeszcze w 2000 roku prawie 25 proc. światowej produkcji srebra zaspokajało potrzeby wyłącznie tej branży, dziś jest to około 8 proc. Pozostałe gałęzie zużywające srebro dynamicznie się za to rozwijają.

Wykorzystanie srebra w przemyśle ma jedną bardzo ważną cechę. Metalu tego używa się w małych ilościach i jego udział w koszcie wyrobu finalnego jest niewielki. Jego wykorzystanie jest przy tym niezbędne do tego, by produkt miał pożądane właściwości. W efekcie popyt na srebro jest mało elastyczny – nawet duży wzrost cen nie powstrzymuje odbiorców przemysłowych od kupowania kruszcu.

Bliskie związki srebra z przemysłem widać we wpływie wskaźnika zaufania amerykańskich przedsiębiorstw ISM na ceny metali szlachetnych. Utrzymywanie się tego wskaźnika w ostatnich latach powyżej 50 (co oznacza ekspansję gospodarczą), sprzyjało temu, że srebro drożało w stosunku do złota.

Powtórka z historii

Wydaje się, że podobna sytuacja, jak w latach 2003-2008, występuje obecnie, tyle że tempo zachodzących procesów wyraźnie przyśpieszyło. Wydarzenia związane z kryzysem finansowym zaowocowały gwałtowną wyprzedażą złota i jeszcze większą srebra, gdyż obawiano się gwałtownego spadku aktywności gospodarczej oraz deflacji. Stosunek ceny złota do ceny srebra znalazł się na poziomie 80. Szybko jednak obawy deflacyjne rozwiała zdecydowana interwencja banków centralnych, a rynki po gwałtownych spadkach zaczęły dyskontować ożywienie. Cena srebra znów zaczęła rosnąć szybciej od ceny złota.
Wszystkie wspomniane wcześniej trzy czynniki zadziałały z wielką intensywnością. Srebro na początku kryzysu finansowego zostało znacznie dotkliwiej przecenione niż złoto, wolniej zyskiwało też na utrzymującej się później niepewności. Nie pobiło w 2009 roku (w przeciwieństwie do złota) ustanowionych rok wcześniej rekordów. Nabrało więc cech niedowartościowanej alternatywy inwestycyjnej. Drobni inwestorzy zaniepokojeni kryzysem, od którego huczało w mediach, ruszyli do mennic kupować monety i sztabki.

Sprzedaż sławnej, jednouncjowej monety American Silver Eagle poszybowała w górę. W styczniu bieżącego roku sięgnęła 6 milionów uncji, podczas gdy do 2007 roku średnia roczna sprzedaż wynosiła około 10 milionów uncji. Wzrosło także zainteresowanie ze strony odbiorców przemysłowych, którzy powrócili do zakupów metalu ograniczonych wcześniej w trakcie recesji.

To, co wcześniej zajęło osiem lat, w tej chwili nastąpiło w ciągu nieco ponad dwóch. Wystarczył silny wzrost cen złota w 2009 roku, by srebro gwałtownie wystrzeliło do góry już rok później. Olbrzymie zainteresowanie inwestycjami w metale szlachetne, w powszechnej świadomości chroniącymi przed kryzysem i odpornymi na zawirowania na rynkach, spowodowało, że dała o sobie znać płytkość rynku srebra.

Szybki wzrost, szybki spadek?

Roczna produkcja srebra jest około dziewięciu razy mniej warta od produkcji złota. Kruszec zgromadzony w popularnych wehikułach inwestycyjnych lokujących powierzone im środki w fizyczne srebro (ETF-ach) jest wart około 20 mld dolarów, czyli mniej więcej sześć razy mniej niż zgromadzone w funduszach ETF złoto. Z tego powodu kilka miliardów dolarów świeżych środków wywołuje na rynku srebra bardzo znaczące wzrosty cen. Inwestorzy, którzy wciąż jeszcze stanowią zdecydowaną mniejszość nabywców srebra odpowiadają za gwałtowny wzrost popytu i cen. Mało elastyczny popyt przemysłowy nie powoduje zaś spadku zapotrzebowania ze strony zakładów używających w produkcji srebro.

To jednak, co na razie bardzo pomaga wzrostom, będzie utrudniało wyhamowanie spadków cen srebra. Gdy zainteresowanie inwestorów spadnie a w ślad za nim podążą ceny, próżno liczyć na to, że odbiorcy przemysłowi zaczną nagle kupować więcej metalu. Warto o tym pamiętać, gdyż scenariusz korekty na rynku srebra coraz bardziej się przybliża. Gwałtowny spadek współczynnika ceny złota do ceny srebra zwykle poprzedzał spadki na rynku kruszców. Miało to miejsce także w 1980 roku, chwilę przed tym nim pękła wieloletnia bańka na złocie. Warto dodać, że spadek owego współczynnika wynosił około 50 procent (z nieco poniżej 40 do nieco poniżej 20). Obecnie stosunek ceny złota do ceny srebra wynosi 41,5, czyli także już o połowę mniej od szczytu w listopadzie 2008 roku.

Nie jednak we współczynniku cen kruszców leży klucz do przewidzenia momentu korekty. Znak do odwrotu da złoto. Jeśli nie uda mu się poprawić grudniowych rekordów przy okazji niepokojów na Bliskim Wschodzie, będzie to znak, że entuzjazm inwestorów dla inwestowania w kruszce słabnie. Jeżeli efektu nie da nawet powrót zamieszania na rynku długu państw strefy euro, to niedawnych nabywców srebrnych trofeów czeka rychło spore rozczarowanie.

Źródło: Maciej Bitner,Wealth Solutions,06.03.2011

Written by kolekcjonersurowcow

26 sierpnia 2011 at 08:34

Czesław Miłosz – nowa moneta okolicznościowa NBP

with one comment

W dniu 12 sierpnia 2011 roku Narodowy Bank Polski wyemitował monety okolicznościowe upamiętniające Czesława Miłosza o nominałach: 200 zł – wykonaną stemplem lustrzanym w złocie, 10 zł wykonaną stemplem lustrzanym w srebrze i 2 zł wykonaną stemplem zwykłym ze stopu Nordic Gold. Monety zostały wprowadzone do obiegu z okazji stulecia urodzin poety.

Standardowo w odsprzedaży monetę złotą możemy kupić w cenie od 2.490,00 zł/szt., srebrną od 109,00-115,00 zł/szt., a Nordic Gold od 4,90 zł/szt. Jeżeli jednak spędzimy więcej czasu na porównaniu ofert monet u poszczególnych sprzedawców okaże się, że ceny mogą wyglądać dla nas zupełnie inaczej – korzystniej. Szczególnie gdy zainteresowani jesteśmy zakupem monety srebrnej lub Nordic Gold. Monetę srebrną możemy kupić już w cenie od 89,00 zł/szt., a Nordic Gold od 2,50 zł/szt.

200 zł – Czesław Miłosz
metal: Au 900, stempel: lustrzany, wymiary: 27 mm, waga: 15,5 g, nakład: 4 tys. szt.

10 zł – Czesław Miłosz
metal: Ag 925, stempel: lustrzany, wymiary: 32 mm, waga: 14,14 g, nakład: 50 tys. szt.

2 zł – Czesław Miłosz
metal: Nordic Gold, stempel: zwykły, wymiary: 27 mm, waga: 8,15 g, nakład: 800 tys. szt.

Czesław Miłosz czyta wiersz „Do Jonathana Swifta”.

Written by kolekcjonersurowcow

16 sierpnia 2011 at 17:59

Kanadyjski złoty liść klonu największą złotą monetą świata

with one comment

Kanadyjski złoty liść klonu to największa złota moneta. Ma średnicę około 53 cm, grubość około 3 cm, waży 100 kg, jest zrobiona ze złota najwyższej próby 99,999 % i ma nominał 1 milion dolarów kanadyjskich. Jest jedną z pięciu takich monet istniejących na świecie. Awers monety przedstawia wizerunek królowej Elżbiety II, na rewersie widnieje zaś narodowy symbol Kanady – liść klonowy. Nominał monety jednak nie pokrywa się z rzeczywista wartością. Metal, potrzebny do jej wykonania jest wart około 2 milionów dolarów. W tym przypadku nie bez znaczenia jest jednak aspekt promocyjny dla mennicy. Informacja o tym wyjątkowym produkcie obiegła cały świat. 100 kilogramówka ma również zachęcić kolekcjonerów do zakupu nowej serii złotych monet 1 uncjowych „Liść Klonu” o nominale 200 dolarów, które są kopiami swojej „wielkiej siostry”
Moneta pierwszy raz została pokazana 3 maja 2007 roku w Ottawie w Kanadzie. Właścicielami monet została królowa Elżbieta II, austriacka firma inwestycyjna AvW Invest, dwóch anonimowych inwestorów z Dubaju ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, i jeden anonimowy inwestor o nieznanym miejscu zamieszkania.
Firma AvW Invest w obliczu bankructwa sprzedała monetę 25 czerwca 2010 roku na aukcji w Wiedniu w Austrii w domu aukcyjnym Dorotheum. Kupcem została hiszpańska firma ORO Direct handlującą metalami szlachetnymi. Cena osiągnęła pułap 3,27 miliona euro.

Poprzedni rekord należał do monety „Big Phil” o nominale 100 tys. euro i wadze 31 kg, która została wyprodukowana w ilości 15 sztuk przez mennicę austriacką w 2004 roku oddająca honor orkiestrze Wiener Philharmoniker (Filharmonicy Wiedeńscy).

Written by kolekcjonersurowcow

13 sierpnia 2011 at 18:04

%d blogerów lubi to: