kolekcjonersurowcow

Niezależny i multimedialny blog o inwestycjach egzotycznych.

Archive for the ‘Książki i Starodruki’ Category

Rośnie popyt na druki patriotyczne

with one comment

W najnowszej aukcyjnej ofercie prawie nie ma już leciwych książek w cenie poniżej 100 zł. Zdrożały zatem eleganckie prezenty.

Rynek zabytkowych książek, grafik i map przeżywa rozkwit. Rośnie zainteresowanie ze strony klientów, równocześnie maleje podaż. Być może w białych krukach chcemy przechować złotówki, które tracą na wartości. Zakończyła się właśnie aukcja stołecznego antykwariatu TOM. Oferta była słabsza niż na aukcji wiosennej, ale sprzedano ok. 70 proc. pozycji, co jest bardzo dobrym wynikiem – przekonuje Tomasz Marszewski. Przed nami dwie godne uwagi papierowe aukcje.

Wielkością i jakością oferty wyróżnia się propozycja warszawskiego antykwariatu Lamus (www.lamus.pl), 13 grudnia trafi pod młotek 900 pozycji. Najwyższą cenę wywoławczą (120 tys. zł) ma pierwodruk dzieła Heweliusza z 1673 roku, w którym opisuje swoją pracownię astronomiczną i wyniki badań. To światowej klasy bogato ilustrowany biały kruk.

Za minimum 2,4 tys. zł kupimy oficjalny rękopis z 5 listopada 1790 roku, wyliczający klejnoty, jakie Stanisław August Poniatowski ofiarował na skarb narodowy (m.in. swój Order Orła Białego oraz brylanty). Dokument zawiera oficjalną wycenę królewskiego daru przez jubilerów i podpisy wyższych urzędników państwowych. Do tego zakupu możemy dodać rękopis z podpisem Napoleona (7 tys. zł). Lamus od paru lat wzbogaca ofertę o bibeloty patriotyczne, które w polskich dworach stały na półce z książkami.

„Dziady” zawsze groźne

To dzieło Mickiewicza zawsze niepokoiło rządzących. Od 2,5 tys. zł rozpocznie się licytacja pierwodruku z 1832 roku. W opisie katalogowym czytamy, jak przemycano nakład z Paryża nad Wisłę. Rozwija się moda na druki patriotyczne. W ofercie Lamusa wyróżniają się plakaty z wizerunkiem Józefa Piłsudskiego lub wydawane na rocznice odzyskania niepodległości w 1928 i 1938 roku (3 – 4,5 tys. zł). Jeszcze pięć lat temu podobne plakaty nieśmiało wystawiano po ok. 800 zł – 1,2 tys. zł. Jeśli biznesmen powiesi w gabinecie efektowny plakat w modnym stylu art deco, reklamujący Międzynarodowe Targi w Poznaniu w 1926 roku (1,2 tys. zł), to będzie miał neutralny pretekst do rozpoczęcia rozmów z klientami.

Kolekcjonerzy poszukują

Do dekoracji gabinetu nadaje się też fotografia 24 x 38 cm z „Pierwszym Ludowym Rządem Rzeczypospolitej w 1918 – 1919 roku” (1,8 tys. zł). Na zdjęciu widnieją oryginalne podpisy np. Ignacego Daszyńskiego, Jędrzeja Moraczewskiego i Marszałka. Do dekoracji gabinetu nadaje się też grafika. O wzroście popytu na grafikę świadczy fakt, że kompletny podręcznik grafiki artystycznej Andrzeja Jurkiewicza z 1939 roku w półskórku kosztuje 3,5 tys. zł, gdy jeszcze parę lat temu kosztował niecały tysiąc. Przybyło kolekcjonerów grafiki, a każdy chce mieć podręcznik Jurkiewicza.

Najbardziej poszukiwane są polonika, na rynku jest ich najmniej, mają najwyższe ceny. Oferta Lamusa jest jak zwykle ostro wyselekcjonowana. Zawiera naprawdę pozycje aukcyjne. Rarytasem jest np. Album Jana Matejki z 1874 roku. Luksusowa edycja zawiera 48 drzeworytowych reprodukcji obrazów artysty (5 tys. zł). Przysłowiową perełką jest wydany w 1928 roku przez Rajnolda Przeździeckiego przewodnik po Warszawie dla dyplomatów akredytowanych w II RP. To książka pięknie oprawiona w skórę.

Na elegancki prezent nadaje się książka „Staroświecki sklep” (240 zł), pięknie wydana w 1938 roku przez oficynę Melchiora Wańkowicza. Zawiera oryginalne całostronicowe drzeworyty m.in. Edmunda Bartłomiejczyka, Tadeusza Cieślewskiego-syna, Stanisława Ostoi-Chrostowskiego, Stefana Mrożewskiego. Ilustrują one opowiadania różnych autorów (np. Jarosława Iwaszkiewicza). Teksty i obrazki dotyczą firmowego sklepu Wedla. To owoc konkursu ogłoszonego przez firmę Emila Wedla. Wstęp napisał oczywiście wielki bibliofil Julian Tuwim. Wyobraźmy sobie, że idziemy z wizytą do wpływowego polityka lub wielkiego kapitalisty i wręczamy jego żonie taki brylancik… Nasze akcje od razu szybują w górę.

Klasycznym białym krukiem jest komplet luksusowego młodopolskiego czasopisma „Chimera”. Za dziesięć tomów w ozdobnym półskórku zapłacimy minimum 15 tys. zł. Ten egzemplarz zawiera oryginalne grafiki Jana Stanisławskiego, Edwarda Okunia, Józefa Mehoffera. Rzadko zdarzają się tomy „Chimery” z grafikami, ponieważ powyrywano je i osobno licytowano na aukcjach malarstwa.

W najnowszej aukcyjnej ofercie prawie nie ma już leciwych książek w cenie poniżej 100 zł. Zdrożały zatem eleganckie prezenty

Rosyjska awangarda

Druki rosyjskiej awangardy malarskiej i literackiej stanowią osobny dział (60 zł – 1,1 tys. zł). Za drugie wydanie z 1918 roku „Obłoku w spodniach” Majakowskiego zapłacimy co najmniej 700 zł. Rosyjskojęzycznymi edycjami zainteresują się zapewne rosyjscy kolekcjonerzy.

W ofercie Lamusa znalazłem zaledwie parę książek w cenie poniżej 100 złotych! Jeszcze niedawno było ich zwykle ok. 150 – 200 sztuk. Od 30 zł zacznie się licytacja książki Ewy Grodeckiej „Tropem zastępu Żurawi”, wydana w 1935 ze stylową okładką. Bibliofilską atrakcją jest „Elementarz nauki chodzenia” Izydora Bechmetiuka, wydany we Lwowie w 1935 roku z okładką projektu Tadeusza Gronowskiego, informuje, jak bezpiecznie poruszać się w ruchu ulicznym (80 zł).

Rembrandt pod Wawelem

Krakowski Salon Antykwaryczny Nautilus (www.antique.com.pl) 29 listopada wystawi oprócz malarstwa ok. 200 rzadkich grafik, w tym ok. 50 grafik z okresu międzywojennego. Są tu poszukiwane prace Józefa Pankiewicza (3,2 tys. zł) i np. słynne serigrafie Romana Cieślewicza (1,6 tys. zł). Akwafortę Rembrandta kupimy już za 12 tys. zł.

Zwraca uwagę bogaty zestaw plakatu patriotycznego zwłaszcza z okresu wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku (ceny 900 zł do 2,5 tys. zł). Michał Maksymiuk z Nautilusa informuje, że tego rodzaju plakaty kupują nie tylko biblioteki, ale także prywatni kolekcjonerzy.

Jak wygląda rynek bibliofilski? Z miniankiety przeprowadzonej wśród antykwariuszy wynika, że na co dzień przybywa zapytań i zakupów, jakby klienci woleli przechowywać złotówki w formie książek niż banknotów. – Natomiast na aukcjach jest coraz mniej zabytkowych książek, których nikt nie chce się pozbyć. W zamian jest coraz więcej map, grafiki, fotografii, plakatów – mówi Leszek Woźniak z antykwariatu Logos w Warszawie.

Źródło: http://www.rp.pl, Janusz Miliszkiewicz, 26.11.2008

Written by kolekcjonersurowcow

23 listopada 2011 at 21:55

Rynek zabytkowej książki trzyma się mocno

leave a comment »

Światowej klasy książki są tańsze w kraju niż na rynku międzynarodowym. Białego kruka można kupić już za 50 złotych.

W Filharmonii w Gdańsku 25 stycznia odbędzie się uroczystość przekazania przez prezydenta miasta Pawła Adamowicza zabytkowej książki astronoma Jana Heweliusza, zakupionej niedawno na aukcji w warszawskim antykwariacie Lamus dla miejscowego muzeum. To dobry pretekst do oceny kondycji rynku zabytkowej książki i perspektyw jego rozwoju w tym roku.

Na grudniowej aukcji Lamusa (www.lamus.pl) padł rekord cenowy, przełamana została pewna bariera psychologiczna. Książka gdańskiego astronoma Jana Heweliusza sprzedana została za 210 tys. zł (wyw. 120 tys. zł). Poprzedni rekord cenowy na krajowym rynku książki wynosił 140 tys. zł. Zatem cena 210 tys. wydaje się wysoka. Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że wyjątkowo rzadką grafikę Canaletta „Widok Warszawy” z kolekcji Barbary Piaseckiej sprzedano (też w Lamusie) za „zaledwie” 120 tys. zł (wyw. 75 tys. zł).

Książkę Heweliusza sprzedano w istocie rzeczy za cenę tylko z pozoru wysoką. Krajowy rynek bibliofilski, w odróżnieniu od miejscowego rynku obrazów, ma charakter międzynarodowy. W tym sensie, że w Polsce nierzadko sprzedawane są książki, które budzą żywe zainteresowanie bogatych koneserów w renomowanych zachodnich domach aukcyjnych. Przykładem takiej książki jest właśnie dzieło Heweliusza.

Za dolary drożej niż za złotówki

Sprzedany egzemplarz to tzw. klocek, czyli w jednym grzbiecie introligator zszył dwie pięknie ilustrowane książki: „Machinae coelestis” z 1673 roku oraz „Cometographia” z 1668 roku. Pierwsza z pozycji w zachodnich antykwariatach ceniona jest 85 – 90 tys. dolarów, druga zaś 60 – 70 tys. dolarów. Dlatego napisałem, że ostatni krajowy rekord jest ceną tylko pozornie wysoką. Można mnożyć podobne przykłady istotnych różnic cenowych na porównywalne egzemplarze książek oferowanych w Polsce i na świecie.

Nad Wisłą wybrane białe kruki nadal są tańsze niż w świecie! To ważny wniosek w dalszej ocenie kondycji naszego rynku. Podstawowym problemem jest niska podaż wybitnych książek, które stanowią tzw. lokomotywy aukcji. Prywatni właściciele niechętnie ich się pozbywają. Spodziewali się być może, że w Polsce nastąpi gwałtowny skok cenowy, to znaczy krajowe ceny zrównają się z zachodnimi cenami tych samych druków lub porównywalnych rękopisów. Powiedzmy wyraźnie, gwałtowny wzrost cen jest dziś mało prawdopodobny. Po pierwsze, ze względu na aktualny kryzys gospodarczy. Po wtóre, z uwagi na ograniczone możliwości bibliofilów.

Milionerzy wejdą na rynek książki

Dobrze znam klientów rynku bibliofilskiego. W 1977 roku wybitny humanista Juliusz W. Gomulicki oraz dyrektor Muzeum Literatury Janusz Odrowąż-Pieniążek, na podstawie mojej ówczesnej wiedzy i kolekcji, wprowadzili mnie do Towarzystwa Bibliofilów Polskich. Książek nie zbieram od około 20 lat. Jednak na co dzień kibicuję branży. Pośród bibliofilów nie ma milionerów, którzy notowani są na listach najbogatszych Polaków. Rynek bibliofilski od lat jest stabilny, a ceny rosną systematycznie. Wyraźny skok cenowy byłby możliwy, gdyby na rynek weszli milionerzy. Najpierw jednak trzeba ich zainteresować książkami, bo na razie w antykwariatach kupują tylko obrazy. To jest jeden z ważnych potencjałów rozwojowych rynku książki

Zabytkowe polskie druki idealnie nadają się na inwestycję. Z oczywistych historycznych powodów większość dawnych polskich książek uległa zniszczeniu. Z moich obserwacji wynika, że ok. 40 – 50 proc. aukcyjnej oferty nadal kupują biblioteki i muzea (potwierdzają tę obserwację dyrektorzy bibliotek oraz antykwariusze). Na aukcjach w PRL było to ok. 90 proc. oferty. Co ważne, książki te nie wrócą na rynek! Biblioteka Narodowa, wzór działania dla innych książnic, nie wyprzedaje dubletów!– Po 1989 roku rozważano kwestię wyprzedaży dubletów, ale pomysł ten zdecydowanie upadł – informuje Barbara Frątczak z BN.

Krótko mówiąc, starych książek na akcjach i w antykwariatach nie przybędzie. A kolejne pokolenia zamożnych Polaków będą chciały mieć na półce pierwodruk „Pana Tadeusza”, który dwa lata temu kosztował ok. 3 tys. zł, a dziś 8 – 10 tys. zł.

Archiwum Kossaków i „Dzieła” Słowackiego

Antykwariusze książkowi planują tyle samo aukcji co w ubiegłym roku. Najbliższa odbędzie się 14 lutego w krakowskim antykwariacie Rara-Avis (www.raraavis.krakow.pl). Moim zdaniem przebojem oferty jest archiwum Kazimierza Olszańskiego, monografisty malarskiej rodziny Kossaków. Za 5 tys. zł można kupić 900 opisanych fotografii obrazów Wojciecha, 60 reprodukcji obrazów Jerzego. Na odwrocie widnieją adresy i telefony prywatnych właścicieli obrazów(!).

Pośród tysiąca pozycji można znaleźć efektowne książki do prestiżowej dekoracji półek bibliotecznych. Warto przeanalizować ceny zwłaszcza Wielkiej Historii Powszechnej, wydanej w dziewięciu tomach w latach 1935 – 1939 w pięknym półskórku. Cena wywoławcza bez obwolut wynosi zwykle ok. 2,6 tys. zł. Natomiast rzadkość z obwolutami kosztuje co najmniej 4 tys. zł. Ten egzemplarz ma zachowanych sześć obwolut.

Ładnie prezentują się na półce „Dzieła” Słowackiego wydane w 1910 roku, specjalnie oprawione w luksusowy półskórek (8 tys. zł). Introligatorska oprawa jest anonimowa. Gdyby była sygnowana przez dobrego introligatora, cena byłaby nawet dwa razy wyższa. Gdyby zaś ta sama książka była w oprawie wydawniczej, miałaby cenę „tylko” ok. 4 tys. zł.

Warto zwrócić uwagę, że antykwariusze od malarstwa zaplanowali mniej aukcji niż w minionych latach i podnieśli koszty zakupu (stała opłata dodawana do ceny wylicytowanej). A rynek bibliofilski trzyma się nadal mocno. Białymi krukami stają się książki z lat 60. i 70. XX wieku, zwłaszcza projektowane przez wielkich artystów.

Marek Potocki, bibliofil
Pierwsze wydanie np. „Małego Księcia” na światowych aukcjach kosztuje setki tysięcy euro. Saint-Exupery znany i ceniony jest na całym świecie. Dlatego o pierwodruk jego arcydzieła bić się będą np. Francuz, Rosjanin lub Japończyk.
Natomiast obcokrajowcy nie licytują pierwodruków Mickiewicza lub Sienkiewicza. Polską interesują się Polacy. Nasza kultura nie jest kulturą światową, co w niczym nie obniża jej wartości. Wielcy nasi autorzy, jak np. Wyspiański, znani i cenieni są tylko w Polsce.
Na polskim rynku bibliofilskim białe kruki pozostaną zdecydowanie tańsze niż na Zachodzie, ze względu na ograniczone możliwości finansowe Polaków. Zresztą, dzięki Bogu, polskie pierwodruki nie kosztują tyle co klasyka światowa – mówię to jako bibliofil. W Polsce obcojęzyczne pierwodruki lub ciekawe dzieła nadal są niedoszacowane z powodu bariery językowej. Jednak cennych książek w obcych językach w naszym kraju jest niewiele.
Jak będzie się rozwijał krajowy rynek bibliofilski? Bez względu na kryzys gospodarczy zawsze będą kupowane najlepsze polonika, np. pierwsze wydania szesnastowiecznych kronik Polski. Na ostatnich ubiegłorocznych aukcjach w listopadzie i w grudniu oferowano książki przyjęte do sprzedaży co najmniej cztery miesiące wcześniej, kiedy jeszcze kryzys ekonomiczny nie wydawał się tak groźny lub w ogóle nie brano go pod uwagę.
Dopiero tegoroczne aukcje będą testem kondycji rynku, ponieważ ze względu na kryzys niektórzy właściciele może będą musieli sprzedać białe kruki. Mody na rynku starej książki zmieniają się. Myślę, że nadszedł czas na druki z epoki Młodej Polski, pierwsze wydania np. Wyspiańskiego, Rydla i innych autorów na pewno podrożeją, bo nadal są względnie tanie.

Źródło: http://www.rp.pl, Janusz Miliszkiewicz, 22.01.2009

Written by kolekcjonersurowcow

4 października 2011 at 07:14

Bukinista, co tropi białe kruki

leave a comment »

Angus Robb jest biznesmenem, który potrafi zamienić butwiejący tom w złoto. Niczego nie lubi tak, jak szwendania się po niezbyt miło pachnących miejscach, by tylko odszukać książkę, na którą poluje.

Robb chodzi w szytym na miarę garniturze, nosi spinki do mankietów wyglądające jak czerwono-zielone kulki gumy do żucia. Jego oficjalna funkcja, to dyrektor flagowej placówki handlującej luksusowymi towarami firmy Asprey. Chodzi o sklep przy londyńskiej New Bond Street. – Tu bym wcale nie pracował, gdyby Asprey wycofał rzadkie książki z asortymentu – mówi Robb, siedząc w salonie, który od roku 1781 słynie z tego, że sprzedaje bogaczom i arystokratom uzdy dla koni do gry w polo, torebki ze strusiej skóry i laski z rączkami w kształcie borsuczej główki z najczystszego srebra. – W ofercie zawsze mieliśmy dziwną, ekscentryczną mieszaninę produktów – opowiada.

Dla siedmiuset klientów Asprey, takich jak książę Walii, rzadkie książki są najważniejsze spośród tych propozycji. Robb ocenia, że rynek białych kruków na świecie jest wart pół mld dolarów rocznie. Kontroluje go jakaś dziesiątka bukinistów, których towaru nie znajdzie się na stronie portalu Amazon. – Większość inwestorów nie uważa książek za inwestycję, ale w dzisiejszych czasach wszystko trzeba przeliczać na pieniądze – wyrokuje.

Potrzebujecie pierwszego wydania „Casino Royale” Iana Fleminga w nieskazitelnym stanie? Będzie was to kosztować bajońską sumę – 33 900 dolarów. A może chcecie mieć XIV-wieczną kopię „Kosmografii”, czyli coś w rodzaju przewodnika Michelina z II wieku p.n.e., autorstwa Ptolemeusza? Wiadomo o istnieniu tylko dwóch takich egzemplarzy. Cena – 4 mln dolarów, ale może spaść. – Normalnie w czasie recesji zarabia się na nostalgii – twierdzi 47-letni Robb. Jednak, jak zauważa, tym razem tak się nie stało; od początku kryzysu rynek skurczył się o 20 proc.

Komercyjna biblioteka Asprey’a powitała pierwszych inwestorów podczas I i II wojny światowej. – Konflikty ograniczyły możliwość zakupu srebra, skóry i innych cennych materiałów potrzebnych do wytwarzania naszych produktów. Dlatego wprowadziliśmy książki. W tamtych czasach były jedynym dostępnym towarem luksusowym – podkreśla Robb. Pracuje dla Asprey od 1988 roku. Zaczynał jako ekspert od antycznych mebli. W roku 2000 objął niszowy dział firmy zajmujący się sprzedażą książek dla ludzi zamożnych. Niemal ze wszystkimi klientami kontaktuje się telefonicznie albo przez pośredników. – Rzadko widuję większość najważniejszych klientów – przyznaje Robb. To przydaje jego pasji tajemniczości. – Dzwoni telefon i wyruszam tropić skarby. Znalezienie tego, czego szuka klient może zająć miesiąc. Może nawet rok – dodaje. Według niego, nabywcy książek szukają dla siebie czegoś wyjątkowego, albo też rarytasu dla swojego klienta. – Wybór jest ciekawy. Na przykład egzemplarz „Atlasu Kwiatów” doktora Thorntona z roku 1807 za 95 tys. funtów, albo pierwsze wydanie „Opowieści wigilijnej” Dickensa za 19,5 tys. funtów. James Bond także jest w modzie. Tak teraz jest – mówi Robb.

Według niego, innym znakiem czasu jest portal Google Books. To internetowy księgozbiór, który od 2004 roku przerobił 15 mln z ok. 130 mln tytułów opublikowanych od wynalezienia druku w XV wieku (to dane z badania przeprowadzonego w 2010 roku przez Uniwersytet Harvarda). – Publikacje internetowe dodatkowo utrudniają ocenę, które książki wydawane dziś na papierze mogą stać się inwestycją na przyszłość. Trudno oszacować potencjał współczesnego pierwszego wydania – twierdzi Robb.

Od tej reguły są jednak wyjątki, z najważniejszym – pierwszym wydaniem książki „Harry Potter i kamień filozoficzny”, otwierającej siedmiotomowy cykl magiczny J.K. Rowling. – Pierwotny nakład wyniósł tylko 500 egzemplarzy – mówi Robb. – I dziś za jeden trzeba zapłacić 7-10 tys. funtów. Według Robba, w skład „wskaźnika Dow Jones” jego rynku wchodzą oryginalne wydania Jane Austen, Karola Darwina, Beatrix Potter, Dickensa, Szekspira i Winstona Churchilla. Rekordowe kwoty nie są rzadkością. Na przykład w ubiegłym roku, brytyjski handlarz sztuką Michael Tollemache zapłacił 11,5 miliona dolarów, na aukcji w londyńskim Sotheby’s, za oryginalne czterotomowe wydanie „Birds of America” Johna Jamesa Audubona. A założyciel Microsoftu Bill Gates wyłożył w 1994 roku 30,8 miliona dolarów za „Kodeks Leicester” Leonarda da Vinci.

Świetnie rozwija się rynek superbohaterów. Dobrze zarobią zwłaszcza ci, którzy zainwestowali w oryginalny egzemplarz „Auction Comics 1”. Historię, która zapoczątkowała karierę Clarka Kenta, opublikowano w czerwcu 1938 roku. Kosztowała wtedy 10 centów – sprzedała się w roku 2009 za 317 tys. dolarów. W lutym 2010 egzemplarz komiksu z pierwszymi przygodami Supermana sprzedano anonimowemu nabywcy za milion dolarów, za pośrednictwem ComicConnect.com. Miesiąc później zmienił właściciela za 1,5 miliona. Asprey ma na składzie zaledwie 650 książek, ale ilość rekompensuje różnorodnością i kontrowersyjnością oferty. Znajduje się w niej sprośny szkicownik z roku 1935 zatytułowany „Caricatures of Lloyds of London” za 1,5 tys. funtów, popularny wśród bankierów szukających świątecznego prezentu.

Burzę, która wróży nowe zyski, rozpętała decyzja Alana Gribbena, profesora anglistyki z Uniwersytetu Auburn. Chce on, by ocenzurowano wydaną przez NewSouth Books edycję „Przygód Hucka Finna” Marka Twaina. I by zastąpiono obraźliwe określenie czarnoskórego słowem „niewolnik” dla krzewienia politycznej poprawności wśród nowych czytelników tej klasycznej amerykańskiej powieści. – Usuwanie słów Twaina z nowych wydań tylko zwiększy wartość starych – zauważa Robb. Namacalny i smakowity owoc podobnych kontrowersji leży przed nim na edwardiańskim stole. Książkę „Negro” (Murzyn) w roku 1934 wydała Nancy Cunard, córka właściciela floty luksusowych liniowców Bache Cunarda. Zadedykowała ją czarnemu amerykańskiemu jazzmanowi Henry’emu Crowderowi, „mojemu murzyńskiemu przyjacielowi”. Robb opisuje wartą 9,4 tys. funtów książkę jako „monumentalną antologię komentarzy i artykułów na temat życia, kultury i polityki czarnoskórych”. Istotnie, licząca 955 stron książka jest chyba najwcześniejszym w historii kompendium dotyczącym traktowania na świecie czarnoskórych obywateli. Zawiera teksty Langstona Hughesa, Williama Carlosa Williamsa i W.E.B. Dubois. – Nancy Cunard była w buntowniczą damą, i opublikowała wtedy najbardziej niepoprawną społecznie książkę – mówi Robb. – To przełomowa pozycja i, jak się wydaje, jedyna zachowana.

Źródło: http://www.gielda.onet.pl, A.Craig Copetas, tłum. Onet.pl, 7.03.2011

Link do artykułu: Inwestowanie w starodruki

Written by kolekcjonersurowcow

27 września 2011 at 08:27

Inwestowanie w starodruki

with one comment

Inwestycje w takie przedmioty jak numizmaty, malarstwo czy starodruki cieszą się coraz większą popularnością. Światowy kryzys finansowy potwierdził, że w większości przypadków koniunktura na rynku przedmiotów kolekcjonerskich jest całkowicie niezależna od stanu światowych finansów. Przedmiotami, w które inwestuje się coraz częściej są starodruki. Przyjrzyjmy się zatem jak wygląda ten rynek i co trzeba zrobić aby ulokować na nim część swoich oszczędności.

Czym właściwie są starodruki ? Starodruki to wydawnictwa, a więc książki, mapy, grafiki i druki ulotne powstałe według daty między 1501 a końcem 1800 roku. Druki wcześniejsze pochodzące z XV wieku to inkubały, a rękopisy noszą nazwę manuskryptów. Warto wiedzieć, że inwestowanie tego typu to nie tylko możliwość osiągnięcia ponadprzeciętnych zysków. Inwestycje wiążą się również z prestiżem, satysfakcją z posiadania unikatowego egzemplarza oraz doznaniami estetycznymi. Inwestycje emocjonalne w tym starodruki są z natury rzeczy bardzo odporne na spekulacyjne wahania cen. Dzieła takie praktycznie nigdy nie tracą na wartości w długich horyzontach czasowych. Posiadają one dużą wartość niematerialną bazującą na kulturze i historii. Nieduża ilość tego typu przedmiotów, która już nigdy się nie zwiększy powoduje, że ich podaż staje się coraz mniejsza. Jednocześnie wrastające zainteresowanie zakupami starodruków ze strony kolekcjonerów, pasjonatów oraz oczywiście inwestorów sprawia, że praktycznie na tym rynku występuje ciągły długoterminowy trend wzrostowy. Należy zawsze pamiętać właśnie o długim terminie inwestowania w starodruki bo tylko wtedy mamy spore szanse na osiągniecie ponadprzeciętnych dodatnich stóp zwrotu.

Od czego zależy cena na tym rynku ?

Podobnie jak na innych rynkach przedmiotów kolekcjonerskich bardzo dużą wagę odgrywa stan zachowania danego starodruku. Jest to główny czynnik wpływający na cenę. Kolekcjonerzy czy inwestorzy oczekują egzemplarzy bardzo dobrze zachowanych, bez uszkodzeń mechanicznych. Naturalnie nie jest to jedyny czynnik. Na cenę wpływ w przypadku książki ma oprawa. Najdroższe są książki ze specyficzną oprawą tzw. mozaikowaniem, gdzie artysta z różnych gatunków skór wykonał kompozycję. Duże znaczenie mają również pozostawione dedykacje z autografami. Potrafią one zwiększyć wartość danego egzemplarza książki nawet o kilkaset procent. Znaczenie posiadają także egzemplarze z udokumentowaną historią, przykładowo gdy należały do kogoś wybitnego, bądź sam autor danego dzieła przechowywał je w swoich zbiorach. Oczywiście większą wartość będą miały całe kolekcje. Jednak największe wartości osiągają rzadkie polonika. Jeżeli jakaś książka została wydana w Anglii w XVIII to prawdopodobnie zachował się cały jej nakład. Wydana w tym samym czasie i nakładzie polska książka ze względu na losy naszego kraju zapewne ostała w się jedynie w kilku egzemplarzach. Swoją wycenę bardzo szybko zwiększają także stare mapy, ponieważ pojawił się na nie popyt ze strony osób chcących nimi udekorować swoje gabinety. W tym wypadku cena zależy od stanu w jakim zachowała się mapa oraz od tego czy przypadła danej osobie do gustu. Jeśli tak, to jest ona w stanie zapłacić dużo więcej niż wynikałoby to z wyceny sporządzonej przez specjalistów.

Wiele możliwości rozpoczęcia inwestowania

Bez głębszego zastanowienia można by uważać, że inwestowanie na rynku starodruków zarezerwowane jest tylko dla specjalistów z tej dziedziny. Nic bardziej mylnego. Obecnie jest wiele różnych sposobów, dzięki którym można rozpocząć inwestowanie.
Pierwszym sposobem jest nabycie konkretnych egzemplarzy w renomowanych domach aukcyjnych i antykwariatach. Instytucje te gwarantują, że nabywane przedmioty są autentyczne zatem na pewno nie zostaniemy oszukani. Z punktu widzenia kolekcjonera jest to najlepsze rozwiązanie. Jeżeli chodzi jednak o inwestycje to już niekoniecznie. Dzieje się tak ponieważ są to przedsiębiorstwa, które musza na siebie zarobić. W związku z tym cena danego przedmiotu musi w sobie zawierać realna rynkową jego wartość oraz cześć do pokrycia kosztów własnych domu aukcyjnego i naturalnie marżę zysku. Jeżeli zdecydujemy się nabywać przedmioty na aukcji to musimy się liczyć z tym, że ceny starodruków mogą być całkowicie oderwane od rzeczywistości. Aukcja ma swoją specyfikę i może się zdarzyć, że ze względów chociażby ambicjonalnych ktoś będzie podbijał cenę. Warto również wspomnieć o prowizjach jakie są pobierane na aukcjach czyli o tzw. młotkowym. Często są one pomijane przez kupujących podczas aukcji a mogą one dochodzić do kilkudziesięciu procent. Podobnie jest jeśli chcemy sprzedać dany egzemplarz, wtedy również musimy się liczyć z prowizją.

Kolejnym sposobem nabywania starodruków może być Art Banking. Banki zauważyły lukę na rynku i zajęły się obsługą klientów chcących nabywać różnego rodzaju dzieła sztuki. Niestety trzeba tutaj liczyć się z jeszcze większymi cenami niż w domach aukcyjnych. Owszem bank załatwi wszelkie formalności za inwestora ale bardzo prawdopodobne jest, że nabędzie dany egzemplarz w domu aukcyjnym. Zatem do opisanych powyżej kosztów tych instytucji należy również doliczyć marżę banku. Niewątpliwą zaletą korzystania z usług banku będzie kontakt z doświadczonym doradcą tzw. art advisor, który przedstawi potencjalnemu inwestorowi różne warianty budowania kolekcji.

Sposobem na dosyć wydawać by się mogło szybkie i proste zakupy mogą być aukcje internetowe. Jednak z nimi wiąże się bardzo duże ryzyko. Nie chodzi tutaj tylko o starodruki ale również o inne przedmioty kolekcjonerskie. Po pierwsze nabywając tam przedmioty trzeba posiadać już odpowiednią wiedzę na dany temat. Problemem jednak może okazać się bardzo niska jakość oferowanych egzemplarzy, bądź możliwość oszustwa. Na rynku starodruków jest bardzo dużo falsyfikatów bądź niefortunnie „naprawianych” dzieł. W większości przypadków nie możemy osobiście obejrzeć oferowanego przedmiotu, zatem o stratę pieniędzy nie trudno. Jeżeli nabywamy przedmioty kolekcjonerskie od osoby prywatnej to nie możemy później pociągać jej do odpowiedzialności w przypadku, gdy po głębszej analizie okaże się, że nabyty egzemplarz nie jest najwyższej jakości. Możemy jedynie wystawić negatywny komentarz, ale to chyba będzie już tylko pocieszeniem, a nie próbą odzyskania bądź co bądź utraconych pieniędzy.

Jednym z ostatnich miejsc gdzie można nabyć starodruki są z pewnością małe antykwariaty czy targi staroci. Mogą one okazać się dobrym rozwiązaniem ponieważ można trafić na prawdziwe okazje. Jednak zakupy w takich miejscach wymagają już stosunkowo dużej wiedzy. Poza tym nikt nie zagwarantuje, że trafimy na dobrą okazję nabycia rzadkiego egzemplarza książki. Wszystko to będzie wymagało czasu.
Jak widać pomimo wielu możliwości nabywania starodruków nie jest to takie proste jeżeli chcemy na tym zarobić. Przede wszystkim należy poznać ten rynek. Poświęcić pewien okres czasu na obserwację wycen poszczególnych egzemplarzy, spróbować odszukać panujących trendów. Umożliwi to wyrobienie sobie własnego zdania i pewnego przeglądu rynku. Być może dla inwestorów dobrym rozwiązaniem mogą okazać się wyspecjalizowane firmy doradcze, które pomogą w nabyciu ciekawych eksponatów od innych inwestorów z którymi współpracują, zatem nie od domów aukcyjnych. W Polsce jest kilka takich firm co sprawia, że nie powinno być kłopotów z wybraniem dla siebie odpowiedniej. Jeżeli natomiast ktoś traktuje starodruki jako hobby i cena nie ma dla niego najważniejszego znaczenia to nie będzie miał żadnych problemów z nabywaniem interesujących go egzemplarzy, a w wypadku art bankingu ograniczy praktycznie wszelkie formalności do minimum.

Przegląd cen na rynku

Inwestowanie w przedmioty kolekcjonerskie jest specyficzne. W celu zobrazowania danego rynku należy zapoznać się z transakcjami jakie wcześniej zostały dokonane z prostego powodu. Może bowiem okazać się, że nas na tego typu inwestycje nie stać. Rynek starodruków jest na szczęście bardzo szeroki. Każdy znajdzie dla siebie przedział cenowy, który mu odpowiada. Od kilku lat obserwuje się również wzrost zainteresowania zakupami unikatowych książek co tylko działa na korzyść potencjalnych inwestorów, ponieważ nie powinno być problemów ze zbyciem posiadanych przedmiotów. Jak wiadomo płynność nie jest najmocniejszą stroną inwestycji kolekcjonerskich, a w tym wypadku jest ona stosunkowo duża.

Przykładów transakcji jest dużo można wymienić wiele. Należy również pamiętać, iż nie wszystkie transakcje zostały zarejestrowane. Część odbyła się między kolekcjonerami, którzy niechętnie ujawniają ceny. W Krakowskim Antykwariacie Naukowym w październiku 2007 roku sprzedano za 10,7 tys. zł pierwsze wydanie Pana Tadeusza. Cena wywoławcza wynosiła wówczas 6 tys. zł. W poprzednich latach pierwsza edycja w zależności od stanu osiągała cenę średnio od 3 do 5 tys. zł. Warszawski antykwariat Lamus oferował do sprzedaży szesnastowieczny tom z superekslibrisem (odciśnięty na okładce znak własnościowy) Marcina Kromera za 28 tys. zł. Wpływ na taka wycenę miała szczególna oprawa oraz to, że książka była własnością Kromera, zatem związana jest z nią pewna wartość sentymentalna. Taki sam egzemplarz, nie będący własnością autora według specjalistów byłby kilkukrotnie tańszy. Na wartości zyskuje również tomik Juliana Tuwima wydany w 1936 roku w nakładzie 5 egzemplarzy, który można było nabyć kilka lat temu za około 2,5 tys. Ten legendarny już druczek zawiera poemat pt. „Wiersz, w którym poeta uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w d… pocałowali”. Dziś jeżeli pojawiłby się na aukcji to byłby zdecydowanie droższy. W tym wypadku na cenę wpływ ma przede wszystkim niska dostępność. Wysoko wycenianie są książki z ciekawymi dedykacjami autorskimi. Za 6,6 tys. zł sprzedano odbitkę „Przeglądu Filozoficznego” z dedykacją Witkacego dla Romana Ingardena. Jako przykład stosunkowo dużej stopy zwrotu może posłużyć dzieło Chronica Polonorum Macieja z Miechowa, którego cena w ciągu kilkunastu lat zwyżkowała z 20 tys. zł do około 80 tys. zł. Podobnie było z dziełem astronomicznym Jana Heweliusza z XVII w., którego wartość wzrosła z 20 tys. do 100 tys.

Osobną kategorie stanowią stare mapy. Popyt nakręcają tutaj osoby, które chcą ich użyć do dekoracji gabinetów. Przykładem może być chociażby widok Warszawy Wernera, którego cena wzrosła z 12 tys. do około 20 tys. zł. Za mapę Europy Petrusa Schenka z 1704 r. przedstawiającą Rzeczpospolitą od morza do morza płacono w 2006 roku blisko 4 tys. zł. Jeśli ktoś prowadzi interesy z Rosją, może ozdobić gabinet mapą Joannisa Jansonniusa z 1653 roku, z herbem Rosji i postaciami Rosjan w narodowych strojach, za cenę powyżej 2 tys. zł. Innym przykładem może być mapa Polski i Saksonii autorstwa Jean Lattre z 1762, która została niedawno sprzedana za 2 tys. zł.

Inwestowanie w starodruki jest dosyć specyficzną aktywnością na rynku dóbr inwestycyjnych. Widać wyraźnie, że każdy inwestor powinien znaleźć dla siebie miejsce, ponieważ ceny wahają się od kilku do kilkunastu czy też nawet kilkuset tysięcy złotych. Również dostępność tego typu produktów jest stosunkowo duża. Problemem jest jednak możliwość zarabiania. W zależności od sposobu zakupu trzeba się liczyć z prowizjami, które niekiedy mogą przekraczać łącznie nawet kilkadziesiąt procent. Jeżeli chcielibyśmy nabywać starodruki bezpośrednio od kolekcjonerów, z pominięciem domów aukcyjnych czy też innych firm to z pewnością potencjalne zyski będą dużo większe, jednak trzeba mieć już dużą wiedze na temat tego rynku. Inwestowanie w starodruki wymaga również stworzenia odpowiednich warunków do przechowywania nabytych egzemplarzy. Nie bez znaczenia będzie z pewnością ubezpieczenie od kradzieży oraz w przypadku przedmiotów o znacznej wartości odpowiednie systemy alarmowe. Powoduje to, że taka inwestycja będzie generować koszty.

Zarabianie na tym rynku będzie wymagało z pewnością nabycia odpowiedniej wiedzy i doświadczenia. Jest to jednak rynek, na którym można osiągać duże stopy zwrotu. Jedna z firm handlujących starodrukami, oszacowała, że jej klienci na wzroście cen zarobili w ciągu ostatnich dwóch lat średniorocznie około 30 procent. Zatem inwestycje tego typu wyglądają zachęcająco. Jeżeli nawet transakcje nie okażą się inwestycjami naszego życia, zawsze jak to ma miejsce w przypadku inwestycji emocjonalnych pozostanie duma z posiadanego przedmiotu oraz możliwość stworzenia oryginalnego wnętrza dzięki np. mapom. Trzeba właśnie pamiętać o wartości emocjonalnej przedmiotów, która niekiedy jest ciężka do zmierzenia. Cechy rynku starodruków sprawiają, że można się nim zainteresować w celu dywersyfikacji portfela inwestycyjnego.

Źródło: http://www.inwestycjealternatywne.pl, 22.01.2010

Written by kolekcjonersurowcow

9 września 2011 at 07:58

%d blogerów lubi to: