kolekcjonersurowcow

Niezależny i multimedialny blog o inwestycjach egzotycznych.

Zegary cenniejsze niż złoto

leave a comment »

Nikogo chyba przekonywać nie trzeba, że zegary stały się modne, że fascynują wytrawnych koneserów, miłośników sztuki i zbieraczy, że wiedza na ich temat systematycznie się pogłębia. Nie bez racji bynajmniej zegar cieszy się powodzeniem, gdyż w istocie jest obiektem szczególnym, który jak żadne dzieło naznaczone piętnem artyzmu, łączy w sobie i zespala sens utylitarny, dekoracyjny i treściowy. Bo nie tylko wyznacza rytm życia codziennego oraz może kreować lub potęgować nastrój wnętrza, ale również funkcjonuje w sferze stricte ideowej, bądź to jako obrazowa metafora Wszechświata, symbol Boskiej Mądrości tudzież Czasu, znikomości doczesnej egzystencji, bądź atrybut Umiaru, Pilności, Roztropności, Dostojeństwa i Godności czyli owych pozytywnych wartości, jakie rodzi niepokój o życiową kondycję człowieka. Zegar ma ciało (obudowa) oraz duszę (rytmicznie poruszający się mechanizm) i dlatego pobudza wyobraźnię i zmysły, a zarazem apeluje do intelektu i skłania do refleksji. Ten swoisty fenomen ujawniają zwłaszcza zegary oglądane w muzeach – na wystawach czasowych i w galeriach. Znacznie większe emocje wywołują jednak obiekty wypatrzone na aukcjach i w antykwariatach, skoro można je posiąść na własność i w zaciszu domowym kontemplować ich kształty oryginalne, wyszukaną strukturę mechanizmu, albo wsłuchać się w bicie dzwonka, a w nielicznych przypadkach – w melodię kuranta.

Katalogi aukcyjne i anonsy w prasie fachowej są podstawowym źródłem informacji o tym, czym potencjalnych klientów aktualnie wabi rynek krajowy, gdyż trzeba wiedzieć, że najcenniejsze okazy sztuki zegarmistrzowskiej czyli – jak niegdyś pisał Maurycy Dzieduszycki – „kosztowne, rzadkie i wysokiej dystynkcji” z reguły sprzedawane są w trybie licytacji i to w firmach o ustalonej renomie, jak warszawskie „Unicum” (od 1998 r. „Desa-Unicum”), „Rempex”, „Ostoya” i krakowska „Sztuka”. Z perspektywy minionej dekady krajowa oferta prezentuje się wcale interesująco. Nie zabrakło w niej dzieł atrakcyjnych i wybitnych, zwłaszcza luksusowych zegarów kominkowych, konsolowych i carteli, zegarów podłogowych i podróżnych, czy schlebiających gustom naszych antenatów, kaflaków, które w Polsce do tej pory otacza aura sentymentu.

Jedną z bardziej znaczących, jeżeli nie najważniejszą pozycją tej oferty, był rokokowy zegar kominkowy z elementami klasycyzującymi, zdobiony odlaną w brązie grupą rzeźbiarską Porwanie Europy, wyposażony w wychwyt kotwicowy oraz mechanizm bicia zapadkowy, który powstał około 1755 r. jako efekt współpracy znakomitych twórców paryskich, zegarmistrza François Vigera i brązownika Roberta Osmonda. Wystawiony na aukcji w warszawskim „Unicum” 19 VI 1994 r., przyciągał uwagę i rozpalał ciekawość obecnych na sali, gdyż była to przypuszczalnie pierwsza i być może jedyna okazja, by podziwiać kunszt sławnego Osmonda. Nota bene obiekt nosił jego sygnaturę. Dzięki twórczej inwencji Jean-Joseph de Saint-Germaina i Osmonda model tego zegara rozpowszechnił się w trzech wersjach kompozycyjnych i doczekał się autorskich powtórzeń. Rozwiązanie z elementami klasycyzującymi, tak znamienne dla ogólnie znanego zegara z kolekcji królewskiej w Buckhingham Palace w Londynie, reprezentuje sobą nasz egzemplarz. Zatem dobrze się stało, że ten cenny egzemplarz trafił na pokoje Zamku Królewskiego w Warszawie, tym bardziej, że z przekazów archiwalnych wiadomo, iż Stanisław August miał tam w 1769 r. „zegar na komodę, na Wałku (czyli kurantowy) z mosiądzu pozłacanego reprezentującego Porwanie Europy z Figurami”, godziny i półgodziny bijący, tyle, że z mechanizmem paryskiego mistrza, Frédérica Duvala.

Na kolejny ewenement przyszło jednak jeszcze długo czekać. Nie oznacza to wszakże, że paryskie importy nieoczekiwanie zniknęły z obiegu rynkowego, tylko żaden z nich nie mógł równać się z Porwaniem Europy, uchodzącym w opinii znawców za dzieło wyjątkowe, godne konfrontacji z rzeźbą lub obrazem. I oto 12 XII 1999 r. na aukcji w warszawskiej firmie „Ostoya” oczom zgromadzonych tam licznie amatorów sztuki, koneserów i marszandów objawił się zegar kominkowy, opatrzony adresem paryskiego brązownika, Jean-Simon Deverberie, zdecydowanie różniący się od dotychczasowej oferty i nie mający też analogii wśród obiektów francuskich z zasobów krajowych. Wykonany w brązie złoconym i patynowanym jako pomnik z wyeksponowaną centralnie grupą dwojga Indian w pióropuszach, wywoływał około 1800 r. niebywałą sensację, gdyż był wtedy bezprecedensowym zjawiskiem, potwierdzającym specyficzny genre talentu jego twórcy i projektanta zarazem (nota bene rysunkowy projekt tego zegara, oznaczony datą 1799 r., zachował się w Bibliothëque Nationale w Paryżu). Nic też dziwnego, że czarno-złote zegary Deverberiego z figurami Indian w pióropuszach, inspirowane literacko-filozoficzną treścią mitu o „dobrym dzikusie” zyskały nazwę „au sauvage”, że są marzeniem niejednego kolekcjonera i muzeum, acz należą już do antykwarycznych rzadkości. Artysta pomny swego sukcesu, z niewielkimi zmianami powielał je na zamówienie, lecz by uchronić unikatowy charakter swego dzieła – tylko w ściśle ograniczonej liczbie egzemplarzy. Z kolei egzemplarz warszawski, wylicytowany za astronomiczną sumę 150 000 złotych – jak fama głosi – opuścił granice Polski. Niewykluczone, że swoją przystań znajdzie w Musëe François Duesberg w belgijskim mieście Mons, gdyż tam właśnie istnieje największa, rozwojowa kolekcja zegarów francuskich osnutych na egzotycznych wątkach, a trzon jej tworzą niecodzienne kreacje Deverberie.

Zgoła inne wartości kryje w sobie zegar kominkowy paryskiej proweniencji, wystawiony na aukcji w warszawskiej firmie „Desa-Unicum” 23 VIII 2001 r. W odróżnieniu od uprzednio poznanych obiektów, pozbawiony jest całkowicie elementu narracji, a przez to samo funkcjonuje jako czasomierz i komponenta decorum, co nie umniejsza bynajmniej jego rangi artystycznej. Bo w istocie jest dziełem wyjątkowym, znanym tylko z dwóch wariantowych rozwiązań (autorstwa Le Duca i Toussaint Lenoira), lecz nie tyle i nie tylko przez ten fakt przemawiają niepoślednie jego zalety. Wykonany w oparciu o rysunkowy projekt Le Duca ze zbiorów Bibliothéque Doucet w Paryżu, prezentuje się pod postacią wielkiej sferycznej tarczy ujętej w obudowę z brązu złoconego o proporcjach masywnych i ciężkich, zdobną motywami przejętymi ze sztuki klasycznego antyku (akant, feston laurowy, waza z płonącym zniczem na szczycie, czy antaby z głowami lwów) i wyposażony jest w wychwyt wrzecionowy oraz system bicia grzebieniowy. Innymi słowy, jest ten zegar charakterystyczny dla stylu á la grecque, który w modzie utrzymywał się krótko, bo zaledwie 10 lat (1760-1770), pozostawił jednak po sobie dzieła wybitne i samodzielne artystycznie, jak dopiero w 1974 r. skonstatował to skandynawski badacz, Svend Eriksen, zafascynowany tym fenomenalnym odkryciem.

O niezwykłej wyobraźni i inwencji twórców paryskich świadczy zegar rotacyjny z wychwytem wrzecionowym, wybijający godziny i półgodziny na gongu, autorstwa Adama Lechopië, wystawiony na sprzedaż w antykwariacie Leszka Wąsa „Sztuka i Antyki” w Bielsku-Białej. Ukształtowany na podobieństwo antycznego tempietta, jako popularna w osiemnastowiecznych ogrodach Świątynia Miłości, należy do rozwiązań obdarzonych sugestywną siłą wyrazu, nowatorskich i spektakularnych, które około 1780 r. pojawiły się w obiegu i przez różne wytwórnie, w mniej lub bardziej dekoracyjnych układach, z upodobaniem były powtarzane. Ponadczasowa, obiektywnie doskonała i klasycznie piękna forma tego zegara w dyskretny sposób eksponuje mechanizm i stanowiące ekwiwalent tarczy, obrotowe obręcze z podziałką. Trudno oprzeć się wrażeniu, że za tym wytwornym rozwiązaniem stoi zamysł, nieśmiały jeszcze i niesprecyzowany, pogodzenia estetycznych walorów mechanizmu i okazałej obudowy.

Kolejny, decydujący krok na tej drodze uczynili zegarmistrzowie paryscy za czasów rewolucji, którzy w swoim zegarze szkieletowym obnażyli piękno konstrukcji. Godne także uwagi, acz bardziej powściągliwe okazały się próby podejmowane w środowisku wiedeńskim już od schyłku XVIII w., gdzie ustalił się nowy typ zegara kominkowego z widoczną w prześwicie tarczy konstrukcją mechanizmu. Taką propozycję niesie z sobą zegar opatrzony wiedeńskim adresem oraz słabo czytelną sygnaturą twórcy (zapewne Antona Brandla), 31 V 1998 r. pokazany na aukcji w warszawskim „Unicum”. Wyposażony w architektoniczną obudowę z mosiądzu złoconego i srebrzonego, wychwyt kotwicowy i mechanizm bicia typu „grande sonnerie”, jest obiektem o charakterze podręcznikowym, znamiennym dla purystycznych tendencji wiedeńskiego ośrodka.

Niewątpliwym atutem aukcji, zorganizowanej przez warszawski „Rempex” 13 XII 2000 r., był zegar podróżny z budzikiem, pochodzący z fabryki Franciszka Czapka i Spółki przy rue de Rhône w Genewie – bezpretensjonalny, w standardowej przeszklonej obudowie z mosiądzu złoconego, z wychwytem kotwicowym i mechanizmem bicia typu „grande sonnerie”. Zegar, jakich w handlu spotyka się wiele, a jednak na naszym gruncie – niespotykany, skoro powstał w fabryce nastawionej głównie na produkcję dla polskiego odbiorcy, ale znanej wyłącznie z wyrobu zegarków kieszonkowych, i jak objaśnia sygnatura na jego tarczy – „Czapek & Cie (5412) Geneve & Paris” – wykonany został z myślą o przedstawicielstwie tej firmy w Paryżu, które przy eleganckim Place Vendôme rozwijało działalność w latach 1860-1869.

Dla polskiego kolekcjonera o wyrafinowanym smaku artystycznym interesujący nade wszystko jest zegar kaflowy, czy to z racji przywiązania, jakie żywi on do rodzimej sarmackiej tradycji, czy z uwagi na obecną podaż rynkową. Bo rzeczywiście, w antykwariatach i na aukcjach pojawiają się zegary kaflowe pochodzenia obcego oraz swojskie, żeby przypomnieć tylko oferowany niedawno przez antykwariat Leszka Wąsa „Sztuka i Antyki” w Bielsku-Białej niewielkiego formatu kaflak bijący godziny, w czworobocznej przeszklonej szkatule z brązu złoconego, zdobionej rytowanym subtelnie drobnym ornamentem kwiatowym. Skonstruowany przez nieznanego bliżej Johannesa Kürschela, przywodzi na myśl południowoniemieckie wyroby z połowy XVII w., i kojarzy się zwłaszcza z warsztatem Jeremiasa Pfaffa w Augsburgu.

Jednak żaden z wystawionych na sprzedaż kaflaków nie dorastał do rangi gdańskiego zegara Johanna Eichstedta, który od 30 I do 16 II 1997 r. można było oglądać na I-ej aukcji Vickreya w warszawskim „Rempexie”. Jak przystało na popisową kreację – zadziwiającą, niepowtarzalną i kunsztowną, prezentował się w pełnym blasku barokowej okazałości, i jak akord najdoskonalszy w orkiestrze, pozostawił w pamięci trwały ślad. Pokrewny zwłaszcza mistrzowskim dziełom Paulusa Horna (w zbiorach paryskiego Luwru), Simona Gintera (w krakowskich zbiorach na Wawelu) i Michaela Schultza (w londyńskim British Museum) stanowi razem z nimi o obliczu i aspiracjach gdańskiej sztuki zegarmistrzowskiej. Bo niepodobna przejść obojętnie nad jego walorami, a nade wszystko – wyszukaną konstrukcją mechanizmu o rozbudowanym zakresie czynności, poczynając od wskazań godzin, dni, miesięcy, znaków zodiaku i faz księżyca, a skończywszy na sygnalizacji godzin, kwadransów i alarmie budzika.

O wyborze tych, a nie innych obiektów zadecydowały względy stricte artystyczne, wizualne walory obudowy, a w szczególnych przypadkach – oryginalna struktura mechanizmu, jako że w szlacheckiej Rzeczypospolitej „zegarów” – przypomina Jan Stanisław Bystroń – „używano bardziej dla ozdoby niż dla faktycznego mierzenia czasu” i przeto „więcej na złotniczą niż mechaniczną robotę były obliczone”. Kto wie, czy te gusty dawnych Polaków nie odeszły już w zapomnienie, jedno jednak jest pewne, że – jak trafnie ktoś zauważył – „piękno kryje się w oku patrzącego”.

Zegar kominkowy Porwanie Europy, Paryż około 1755 r., sygn.: „Viger a Paris”, oraz „Osmond” (DA „Unicum” Warszawa, 19 VI 1994 r.)

Źródło: http://www.sztuka.pl, Zuzanna Prószyńska, 01.11.2001

Written by kolekcjonersurowcow

4 Październik 2011 @ 17:50

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: